Co ja robię?!, pomyślałam gorączkowo i delikatnie, ale stanowczo odepchnęłam od siebie Tomlinson'a. Spojrzał na mnie pytająco i przysunął się ponownie.
- Nie, Lou... - szepnęłam czując rosnącą w gardle gulę. - Nie mogę.
- Ale dlaczego? - oparł dłoń o ścianę tuż obok mojej głowy. Spoglądał na mnie wyczekująco. Jego policzki było lekko zaróżowione. Moje zapewne były ogniście czerwone. - Myślałem... myślałem, że to o mnie chodzi.
Wtedy w kawiarni wspominałam, że jestem zakochana w jednym z chłopaków z zespołu. Ale chodziło o Niall'a! Zakochałam się w nim przez te kilka głupich dni! Ale z drugiej strony... Louis naprawdę cudownie całował i miałam ochotę przyciągnąć go do siebie i wbić się w jego trochę obrzmiałe usta. Nie mogłam tego zrobić. Co by sobie o mnie pomyślał, gdyby za jakiś czas zobaczył mnie z Niall'em?
O ile blondyn, by mnie w ogóle chciał.
- Przepraszam, Louis, ale nie mogę mu tego zrobić - wyminęłam go i ruszyłam korytarzem w stronę schodów.
- Komu?! O kogo chodzi?! Sophie! - krzyknął za mną.
Zbiegłam po schodach. W korytarzu minęłam się z nietrzeźwym już Liam'em, który ledwo trzymał się na nogach obejmując śliczną, długonogą szatynkę o kręconych włosach. Przy drzwiach stał Niall rozmawiając z jakimś chłopakiem.
- Już uciekasz? - zdziwił się.
- Tak. Do... kiedyś, Niall - uśmiechnęłam się smutno i wyszłam.
Na dworze było jeszcze jasno, więc spokojnym krokiem mogłam wracać do domu. Jednak w głowie kołatało mi się mnóstwo myśli. Droga na pieszo zajęłaby mi pewnie z kwadrans, więc miałam sporo czasu, aby wszystko w spokoju przemyśleć. A więc... pocałunek z Tomlinson'em. Czy on coś do mnie poczuł? Najwyraźniej. Ale przecież sam starał się o to, żebym była z Horan'em! Dał mi jego numer, mówił o nim tyle dobrych rzeczy. Numer dwa: sympatyczny Niall. Ale to chyba norma. Największym więc problemem był Louis. Te jego cudowne usta! Chybabym go pokochała gdyby nie mój zdrowy rozsądek.
~ * ~
To był dla mnie ważny dzień. Pierwszy dzień w liceum. Bardzo się stresowałam. Na szczęście Tamara wróciła wczoraj po południu, więc jeszcze zdążyłyśmy się spotkać i wszystko obgadać.
- Pocałował cię?! - wrzasnęła, gdy wieczorem siedziałyśmy na łóżku w moim pokoju pijąc lemoniadę. Zdałam jej relację z imprezy u Niall'a, wcześniej opowiadając o nieprzyjemnej rozmowie z członkami zespołu. - Ale to było... obrzydliwe! Fuj! Zaraz po twoim rzyganiu! A gdyby tak pod zębami zostały ci kawałki mięsa? Błee!
Cała Tamara! We wszystkim znajdzie jakieś minusy!
- Ehh... Tami! Porządnie wypłukałam usta! No weź mnie nie obrzydzaj... Wiesz jak on świetnie całuje?! - rozmarzyłam się.
- Hallo! - klasnęła dłońmi przed moją twarzą. - A czy ty przypadkiem nie kochałaś Horana?
- No tak, ale wiesz... Przecież można, by było tak, że z obojgiem bym była, co?
- Ty idiotko pusta! - oburzyła się i zeskoczyła z łóżka. - Czy ty nadal jesteś moją przyjaciółką? Chcesz lecieć na dwa fronty? Jak jakaś...
- Nie, nie! Jezu! Wiem jak to wstrętnie zabrzmiało! Sorry! Tak naprawdę to na Niall'u mi zależy. Do Louis'a nic nie czuję. Słowo!
Przyjaciółka okrążyła pokój dwa razy i podtrzymując podbródek kiwnęła głową. Nadal jednak spoczywało na mnie jej czujne spojrzenie.
- Więc ty się do cholery nim zajmij, a nie! - syknęła i odstawiła pustą szklankę na biurko. - Do jutra!
Teraz stałam w przepełnionym uczniami liceum i szukałam wzrokiem jakiejś znajomej twarzy. Gdy padło na Tamarę, szybko podbiegłam do przyjaciółki i rzuciłam jej się na szyję.
- Widziałaś się już z Niall'em? - zapytała.
Pokręciłam głową. Z tego co mi było wiadomo Niall chodził do tego liceum do klasy maturalnej. Dlatego więc mogliśmy spotkać się nawet przypadkiem na każdej przerwie. Było mi to na rękę, bo dzięki temu mogłam się do niego zbliżyć. Niestety niektórzy mówili, że Horan dużo opuszcza ze względu na swoją pracę. Kiepsko.
Po rozmowie z dyrektorem odebrałam klucz od szafki oraz legitymację szkolną. W korytarzu kręciło się niewiele osób, wszyscy wyglądali na pierwszoklasistów. Odnalazłam swoją i sprawdziłam czy klucz pasuje. Włożyłam do środka książki na jutrzejsze zajęcia i ponownie ją zamknęłam. Z końca korytarza zaczęła drzeć się do mnie Tamara:
- Sophie! SOPHIE, do cholery! Chodź tu!
Schowałam kluczyk do torebki i pobiegłam w stronę przyjaciółki.
- Co się stało?
- Widziałam Zayn'a! - piszczała.
- Zayn'a?
- Tak, Zayn'a! - pociągnęła mnie drugim korytarzem w stronę wyjścia z budynku.
Gula urosła mi w gardle. Bardzo nie chciałam, żeby na oczach wszystkich zaczął mnie wyzywać od najgorszych. Gdy wyszłyśmy doszłam do wniosku, że Zayn po prostu odwoził Niall'a do szkoły. Zacisnęłam dłoń na przegubie ręki przyjaciółki i odwróciłam się na pięcie szybko ruszając z powrotem do szkoły.
- Nic z tego - powiedziała Tamara ledwo dotrzymując mi kroku. - Idzie tu i... - nabrała tchu. - Jest dość porządnie wkurwiony.
Wytrzeszczyłam oczy. Ze strachu aż się wzdrygnęłam. Zamknęłam drzwi, puściłam przyjaciółkę i pomknęłam w stronę damskich toalet.
- Nie uciekaj! - wrzasnął Nialler. - Już wiem!
Postawiłam torbę na ziemi od razu gdy znalazłam się w łazience. Dowiedział się o moim pocałunku z Lou. Ktoś mu musiał powiedzieć. Zacisnęłam dłonie w pięści ze złości. To mógł być Harry lub Zayn, bo Liam na pewno nie. A sam Louis nie narażałby się raczej na bójkę z Horanem.
Umyłam ręce, opłukałam twarz, wygładziłam lekko pogniecioną bluzkę i dopiero wtedy mogłam wyjść z pomieszczenia. Wziąwszy torbę nacisnęłam na klamkę. O ścianę przy samych drzwiach damskiej toalety opierał się Niall. Obrzuciłam go obojętnym spojrzeniem, skrzyżowałam ręce na piersi i ruszyłam naprzód.
Odchrząknął. Nawet nie drgnęłam, starając się to zignorować.
- Sophie - powiedział cicho. - Chcę ci zadać tylko jedno pytanie.
Odwróciłam się do niego i spojrzałam nieufnie.
- A więc słucham.
Podrapał się nerwowo po głowie. Wyglądał tak jakby chciał zapytać, czy zostanę jego dziewczyną. Chwila! A jeżeli właśnie o to mu chodzi?! Co wtedy?!
- Słyszałem, że całowałaś się z Louis'em... - BUM! Wszelkie me nadzieje legły w gruzach. - Chciałem tylko zapytać czy to prawda.
O cholera. I co w takiej sytuacji począć? Chłopak, w którym najwyraźniej się zauroczyłam, bądź zakochałam, pyta mnie czy prawdą jest to, że całowałam jego przyjaciela. A ja Niall'owi też najwyraźniej wpadłam w oko. Widziałam to wyraźnie. Wiem, że prawda, by go zabolała, ale ja niestety nie potrafię kłamać.
- Nie ja jego... Tylko on mnie - wytłumaczyłam. - Bo on tak jakoś... Ech, nie wiadomo skąd! No i potem mnie... no ten, no wiesz co... No i tak jakoś... - przeczesałam palcami włosy drżącą dłonią.
- Winny zawsze się tłumaczy - westchnął ze smutkiem w oczach blondyn. Odszedł.
- Nialler! Czekaj, no! Wyjaśnię to!
Machnął dłonią.
Dopiero za kwadrans miało się zacząć uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego.
~ * ~
Pierwszy wtorek nauki. Obudziły mnie straszliwe bóle brzucha i głowy. Wstałam zarzucając na ramiona koc. Ślimaczym krokiem podążyłam w stronę łazienki. Gdy już byłam pewna, że zobaczę wielkie czarne plamy pod moimi oczami, doszłam do wniosku, że wcale nie mam żadnych worów. Byłam niemalże pewna, że przepłakałam całą noc. Ale ani poduszka, ani moje policzki nie były mokre. Czułam tylko ból i rozczarowanie własnym zachowaniem. Zraniłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie. Pozwoliłam zwykłemu przyjacielowi na to, czego pod żadnym pozorem nie powinien robić.
Weszłam do szkoły i podążyłam w stronę damskiej toalety. Idąc, rozglądałam się za nim. Było mi ciężko na sercu, ale musiałam wytrwać. Będąc już na miejscu, wyciągnęłam z torby kredkę do oczu i tusz do rzęs. Poprawiłam oczy i delikatnie zmoczyłam rozgrzane od wrześniowego słońca policzki. Spojrzałam w lustro. Przypomniała mi się sytuacja z poprzedniego dnia. Głośno westchnęłam, ale zacisnęłam pięści. Musiałam wziąć się w garść. Wyszłam z pomieszczenia i od razu w oczy rzuciła mi się ławka, na której siedział Niall. Gdy tylko mnie dostrzegł na moment spojrzał mi w oczy, ale szybko odwrócił wzrok. Odeszłam z nadzieją, że znajdę Tamarę przy jej szafce.
Na szczęście akurat wkładała do szafki książki. Na przywitanie pocałowałyśmy się w policzek.
- Co ty taka nie do życia? - spytała zamykając szafkę.
- Ech... No widziałam go. I w ogóle wiesz jak mi na nim zależy, a ten pieprzony pocałunek...
- Nie musisz nic mówić. Wiem co masz na myśli - przytuliła mnie. - Będzie dobrze. Uwierz mi.
Spojrzałam na nią z kwaśną miną, ale niechętnie skinęłam głową. Odwzajemniłam uścisk na moment zamykając oczy. Czułam się tak okropnie bezradna, że już po chwili poczułam płynącą po policzku łzę. Pociągnęłam nosem.
- Płacz - poleciła przyjaciółka. - Ale nie tutaj, dobrze? Jak ktoś zobaczy, to wiesz co będzie - westchnęła. - Proponuję udać się do toalety.
Po niebywale nudnej lekcji języka angielskiego, na której profesor przedstawił nam regulamin pracy na tych zajęciach, ruszyłyśmy z Tamarą zjeść śniadanie. Na stołówce uczniowie spisywali zadania, pili kakao, herbatę lub mleko, czytali coś, albo po prostu rozmawiali ze sobą. Zajęłyśmy miejsce przy stole w spokojnym kącie przy oknie. Wyjęłam z torby śniadaniówkę, z której natomiast wyciągnęłam kanapkę z szynką i sałatą. Z tego co zauważyłam w kanapce przyjaciółki znajdowało się coś czerwonego, pomarańczowego, zielonego i białego. Ona to ma wymagania.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o niej, robiącej sobie rano śniadanie.
- Z czego się śmiejesz? - w pierwszej chwili zdawało mi się, że są to słowa wypowiedziane przez Tamarę, jednak ona nie poruszała ustami. Ponad jej głową dostrzegłam na końcu stołówki patrzącego na mnie z kpiącą miną Niall'a. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczął mnie zaczepiać.
Lekko osunęłam się na krześle, bym nie musiała go widzieć. Tamara dostrzegła mój niepokój błyskawicznie.
- Co jest? - spytała szeptem.
- Horan. - Przełknęłam ślinę. Moją twarz rozjaśnił sztuczny uśmiech. - Co mamy teraz?
- Chemię.
- No i kolejny regulamin? - prychnęłam. - O Boże... - wyszeptałam, a moje oczy zapewne przyjęły kształt spodków.
Niall Horan zmierzał w naszym kierunku. Delikatnie puknęłam przyjaciółkę butem w nogę i ruchem głowy wskazałam na niego. Spojrzała dyskretnie w tył, a gdy ponownie się odwróciła jej usta przypominały dużą literę ,,O".
- Idziemy - zakomunikowała.
Wepchnęłam resztki kanapki do ust, wzięłam torbę i mijając go wyszłyśmy ze stołówki. Chyba nigdy nie zapomnę jego zaskoczonej miny. Przy drzwiach jeszcze się odwróciłyśmy i z pogardą na niego spojrzałyśmy. Ruszyłyśmy pod klasę chemiczną. Usiadłyśmy na ławce.
- Jak się z tym czujesz? - spytała nagle.
- Z czym? - spojrzałam na nią pytająco.
- Z tym, że mimo, że coś do niego czujesz, to musisz się do niego odnosić wrednie i oschle, by nie wziął cię za jakąś... Hm... nie wiem jak to ująć.
- Rozumiem - uśmiechnęłam się kwaśno. - Czuję się z tym strasznie i chce mi się ryczeć i krzyczeć. Mam ochotę się wyżyć! - oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy.
Rozbrzmiał szkolny dzwonek. Wstałyśmy i podeszłyśmy do drzwi, a do nas dołączyła reszta naszej klasy. Jak się nieszczęśliwie złożyło, klasa Niall'a miała lekcje obok nas, w klasie biologicznej. Gdy mnie zobaczył zmierzył mnie od stóp do głów i gdy wreszcie spojrzał mi w oczy uśmiechnął się smutno. Aż mi się zrobiło zimno w okolicach serca.
~ * ~
Po powrocie do domu od razu włączyłam telefon. Jedno nieodebrane połączenie i wiadomość. Oba niestety od niego. Treść wiadomości nie była zbyt skomplikowana:
"Wiem, że nie chciałem wyjaśnień, ale po co się wpierdalasz w moje życie?!"
Wystukałam na klawiaturze krótką odpowiedź:
"Ogarnij. To ty mnie się ciągle czepiasz, więc ja to odwzajemniam."
Naprawdę strasznie nie chciałam taka być, ale nie wiedziałam co innego powinnam zrobić. Przecież go nie będę przepraszała, bo to Louis zawinił. To on zaczął! To jego wina! Z jakiej racji ja muszę ucierpieć?!
Wtuliłam twarz w poduszkę. Nie musiałam się do niczego zmuszać, bo łzy tak po prostu zaczęły płynąć. Byłam niezwykle wściekła na Louis'a. Na pewno on powiedział o naszym pocałunku Niall'owi. Tyle, że ten pocałunek nie miał w sobie żadnych uczuć. Przynajmniej moich. To nie moja wina, że Louis coś do mnie poczuł. A może jednak nie? Może oni po prostu chcieli mnie sprawdzić? I wyszło jak wyszło.
Godzinę później zdecydowałam się wybrać numer szatyna. Po czterech sygnałach byłam gotowa się rozłączyć, ale wtedy odebrał.
- Halo? - usłyszałam w słuchawce jego głos.
Serce od razu zabiło mi mocniej. Zacisnęłam wolną dłoń w pięść.
- Tu Sophie. Masz mi coś do powiedzenia? - wychrypiałam.
- Nie rozumiem - odrzekł i miałam wrażenie, że kręci głową. - Coś się stało?
- Niall się dowiedział - wyszeptałam, a obraz mi się zamazał przez napływające łzy.
- Przykro mi - powiedział cicho. Przykro ci? To nie trzeba było mnie całować, do cholery! - Chcesz się spotkać i wszystko obgadać?
Kusząca propozycja. Będę mu mogła wszystko wygarnąć nie zważając na nic. Byłam strasznie zdenerwowana.
- Okej. Gdzie i o której?
- Kawiarnia w centrum za pół godziny?
- Jasne. Cześć - syknęłam do słuchawki i szybko się rozłączyłam.
Poprawiłam makijaż i wyszłam z domu. Do centrum miałam spory kawałek, ale na miejscu powinnam się zjawić na czas. Wetknęłam do uszu słuchawki i już po chwili usłyszałam pierwsze słowa rockowego utworu. Po ponad kwadransie dotarłam do kawiarni. Zamówiłam cappuccino orzechowe i kawałek sernika. Miałam jeszcze całe piętnaście minut, żeby wszystko przemyśleć. Gdy Louis wreszcie się zjawił mój talerzyk już dawno był pusty, a w kubku zostały tylko resztki zimnego już napoju.
- Cześć - przywitał się. - Co słychać? - uśmiechnął się szeroko.
- Do rzeczy, Tomlinson - warknęłam. - Zamów coś i pogadamy.
Bez słowa ruszył do lady. Zamówił dwie herbaty. Gdy ponownie usiadł przy stoliku jedną z nich podsunął mi.
- Na poprawę nastroju. Uśmiechnij się, mała!
- Nie mów do mnie mała, ok? - syknęłam. - Przejdźmy do rzeczy.
- Mhm - mruknął niechętnie. - Jak się dowiedział?
- Ha ha! - zaśmiałam się sztucznie. - Dziwne, bo o to samo chciałam zapytać ciebie.
Uniósł brwi upijając jeden łyk herbaty.
- Mnie? Dlaczego?
- Tak. Ja milczałam jak grób. Nie jestem na tyle głupia, żeby mu o tym mówić, przecież! Powiedziałam tylko Tamarze, a ona z Niall'em, ani z żadnym chłopakiem z zespołu nie ma kontaktu. Więc...?
- Ja też nie wiem.
Jak mógł tak bezczelnie kłamać? Wiedziałam, że to jego sprawka.
- Nie kłam, proszę - powiedziałam. - Wiem, że wina leży po twojej stronie.
- Co mnie obwiniasz?! - naskoczył na mnie. - Skąd mam mieć pewność, że nie kłamiesz?! Ja nic nie powiedziałem! Nie jestem głupi!
- Jak nie ty, to kto?
Przysunął się bliżej, nachylając się nad stolikiem.
- A skąd wiesz, że nikt nas nie widział? - zapytał.
Wzruszyłam ramionami.
- Właśnie. - Powiedział i natychmiast znów się odsunął. - Jeżeli chcesz mogę porozmawiać z Niall'em i mu wszystko wytłumaczyć, bo to on jest tym chłopakiem z zespołu, do którego coś czujesz, prawda?
- No... Jakbyś mógł mu wytłumaczyć i on by zrozumiał, że jestem bez winy to byłabym bardzo wdzięczna.
- No więc okej. Z góry bardzo cię przepraszam.
Skinęłam głową.
- Dzięki. Ja muszę lecieć już, okej? - dopiłam herbatę do końca.
- Nie ma za co. To cześć!
Wybiegłam z kawiarni. Udało mi się. Dobrze, że Louis nie jest chamem i nie zostawił mnie na lodzie. Tak strasznie się cieszyłam, że zaoferował mi pomoc. W sumie to on zawinił, całując mnie, ale i tak ogromnie się cieszyłam.
sobota, 3 listopada 2012
środa, 19 września 2012
Rozdział 3
Gdy otworzyłam oczy od razu spojrzałam na zegarek. Wskazywał kilkanaście minut po dwunastej. Nie ma co! Dzisiaj długo pospałam. Zwlekłam się z łóżka i poczłapałam do szafy. Wyciągnęłam letnią sukienkę na ramiączkach w kwiatki, a do tego białe vansy. Włosy tylko rozczesałam. Gdy byłam już gotowa zeszłam na śniadanie. Zrobiłam sobie kanapkę z dżemem, oraz kakao. W kuchni siedział też tata pijąc herbatę.
- Wybierasz się gdzieś? - zagadnął.
- Ano - wyszczerzyłam się. - Wychodzę z kolegami.
Odstawił kubek, który właśnie przyłożył do ust, na stół. Spojrzał na mnie z niekrytym zdziwieniem.
- Kolegami? To ilu ich jest?
- Pięciu. Niall, Louis, Harry, Liam i Zayn.
Zamyślił się.
- Nie, nic mi to nie mówi.
Odstawiłam pusty kubek po kakao na kredens.
- Tato! Serio? One Direction! Znany zespół! No halo!
- Nie. Przepraszam, córciu, muszę już iść do pracy. - Na pożegnanie pocałował mnie w czoło. - Potrzebujesz jakichś pieniędzy?
- Mógłbyś rzucić.
Położył na stole dziesięć funtów i wyszedł. Mamy już chyba nie było. Dokończyłam jeść kanapkę i ruszyłam umyć zęby. Po wykonanej czynności zbiegłam szybko na dół. Wzięłam klucz i wyszłam z domu, zamknąwszy go. Pobiegłam szybko na przystanek. Po pięciu minutach nadjechał miejski autobus i ruszyłam w stronę galerii. Zajęłam miejsce na końcu autobusu obok chłopaków z mojej szkoły. Widząc mnie przywitali się. Niestety już po niecałej minucie stwierdziłam, że siadanie z nimi nie było dobrym pomysłem. Musiałam wytrzymać. Inne jedyne wolne miejsce było obok drzemiącego, śliniącego się faceta. Wzdrygnęłam się. Gdy autobus gwałtownie zahamował na przystanku kilka metrów od galerii, zerwałam się z miejsca i żegnając z chłopakami pobiegłam do wyjścia.
Szybkim krokiem zmierzałam w kierunku dobrze znanej mi kawiarni na rogu. Odrzuciłam włosy za plecy i weszłam do środka. Od razu w moje nozdrza uderzył zapach jagód i pysznej szarlotki. Rozejrzałam się wokół. Gdy w rogu pomieszczenia dostrzegłam pięć znajomych sylwetek serce zabiło mi mocniej. Nabrałam powietrza w płuca i trzęsąc się ze strachu podeszłam do ich stolika.
- Hej! - przywitałam się zajmując miejsce na skórzanym narożniku obok Louis'a i Harry'ego, który ponownie obrzucił mnie zimnym spojrzeniem. - Spóźniłam się? - zapytałam gdy nie doczekałam się odpowiedzi na moje przywitanie.
- Nie - roześmiał się Louis i zawołał kelnerkę. - Kawałek szarlotki dla niej, proszę - powiedział i znowu przeniósł swoje urocze spojrzenie na mnie. - Masz jeszcze dwie minuty.
Uśmiechnęłam się niepewnie i spojrzałam z radością w oczach na Harry'ego. Gdy nie odwzajemnił mojego spojrzenia, lekko speszona ruszyłam do lady, by zamówić jakiś napój i odebrać kawałek ciasta. Gdy z koktajlem bananowym i szarlotką wracałam do stolika dostrzegłam, że wszyscy poza Harry'm dziwnie mi się przyglądają.
- No co? Ubrudziłam się? - postawiłam rzeczy trzymane w dłoniach na stole i zaczęłam oglądać swoją sukienkę jednocześnie dotykając twarzy, czy aby się nie lepi.
- Nie - mruknął Zayn. - Ale Niall'a. nie nas, Niall'a, ciekawi dlaczego chciałabyś się z każdym z nas spotkać z osobna. Masz ochotę z każdym z nas kręcić, by potem pokazać jakimi frajerami byliśmy ufając ci?
Niall zacisnął dłonie w pięści.
- Zamknij się, Malik! - warknął. - Nie bredź!
Poczułam na sobie lodowate spojrzenie Harry'ego.
- Przestań. Przecież widzisz, że ona chce cię tylko wykorzystać - prychnął.
- Hallo! Ja tu jestem! - wrzasnęłam patrząc się ze złością na Liam'a, który z niewinną miną dłubał widelcem w szarlotce. - Liam! Louis! A wy co?! O co tu chodzi, co?! Niall, mógłbyś mi to wytłumaczyć?
Niall nerwowo podrapał się w tył głowy, jednak uparcie milczał. Niespodziewanie odezwał się Liam:
- Droga Sophie... Sophie, tak? - gdy kiwnęłam głową kontynuował - Czy ty uważasz, że jesteśmy aż tak głupi, żeby nie dostrzec twoich zamiarów?
Ludzie dziwnie na nas spoglądając zaczęli wychodzić. Czułam jak moja twarz zmienia kolor z różu na fioletowy, z fioletowego na czerwony.
- Zadajecie mi pytania, a nawet nie pozwalacie odpowiedzieć - zauważyłam, gdy usta Zayn'a już zaczęły się otwierać. - Nigdy nie pomyślałabym, że jesteście głupi. Bo nie jesteście. Wasze piosenki przemawiają do ludzi i są naprawdę... mądre - westchnęłam ciężko. - A poza tym nie należę do dziewczyn, które wykorzystują chłopaków. Chciałam po prostu się z wami zaprzyjaźnić. Tak naprawdę nigdy nie miałam prawdziwego chłopaka i nie byłabym w stanie żadnego wykorzystać. Z waszego zespołu już ktoś wpadł mi w oko i na razie będę się starała tego trzymać. A tak w ogóle to dziękuję Louis'owi za to, że jako jedyny mnie dzisiaj nie oczernia.
Wstałam i odeszłam od stołu. Zapłaciłam za swój napój i ruszyłam do drzwi.
- Sophie, czekaj! - usłyszałam głos Louis'a. - Oni cię przeproszą - powiedział, gdy się odwróciłam.
Przez cztery-pięć sekund stałam patrząc na nich wyczekująco. Milczeli. Wszyscy. Nawet Niall! Zacisnęłam wargi w wąską linię, odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z kawiarni. Jeszcze wczoraj wieczorem przewidywałam, że w kawiarni spędzę przynajmniej pół godziny, bo wtedy od razu spokojnie mogłabym iść na autobus. A tak będę się musiała włóczyć po Londynie, albo iść do domu na pieszo, gdyż jak zauważyłam taksówki nie jeździły dzisiaj po ulicach. Wybrałam oczywiście drugą opcję, bo półgodzinne czekanie na przystanku byłoby zupełnie bezsensowne.
Droga powrotna zajęła mi ponad kwadrans. Będąc w domu od razu ruszyłam odgrzać kawałek pizzy z wczorajszego obiadu. Mama jeszcze nie wróciła z pracy, więc i w lodówce nie było niczego, co bym mogła zjeść na obiad. Gdy już się najadłam pobiegłam na górę do swojego pokoju. Otworzyłam okno, usiadłam na parapecie i odpaliłam papierosa. Mięta. Zaciągnęłam się porządnie i oparłam głowę o framugę. Chociaż tak cholernie tego nie chciałam to już po chwili poczułam spływające po policzkach łzy. Czy to możliwe, żebym przez te kilka dni zakochała się w Horanie? Naprawdę zabolało mnie jego milczenie. Cieszyłam się z zachowania Louis'a, ale nie oznaczało to, że teraz nagle on zacznie mi się podobać, bo wtedy stwierdzenie chłopaków mogłoby się okazać prawdziwe. No, ale przecież ja nie wykorzystuję ludzi! Ani chłopaków, ani dziewczyn! Skąd ta myśl?! Jeszcze zaledwie wczoraj pisaliśmy wspólnie z Niall'em piosenkę. Co mu się tak nagle odmieniło?
Zakaszlałam uderzając się otwartą dłonią w klatkę piersiową. Paliłam od około trzech lat i ,,swędzenie" płuc zdarzało mi się często. Tamara oczywiście twierdzi, że tak nie powinno się dziać i mam natychmiast przestać palić. Ale im bliżej do śmierci tym lepiej.
Zgasiłam peta i wyrzuciłam go. Sięgnęłam na biurko po czystą białą kartkę i ołówek. Zaczęłam szkicować. Tego potężnego orzecha, który sięgał do mojego okna i kawałek ogrodu. Nasz ogród był duży, ale taki pusty. Dorysowałam na kartce ławkę obok drzewa, kwiaty i skalniak.
Nagle ktoś zapukał do drzwi i do pokoju weszła mama. W dłoni trzymała nowy numer mojego ulubionego miesięcznika, jogurt malinowy i paluszki o smaku bekonowym.
- Wróciłaś już - uśmiechnęłam się szeroko. - Co tak długo?
- Szef chciał pogadać - wyszczerzyła się. Czyli dostała podwyżkę. - Masz tu na przekąskę. A i gazetę ci kupiłam! - rzuciła na łóżko jedzenie i gazetę. - Ej! I złaź mi z tego parapetu, bo zaraz wylecisz przez okno! I co będzie?!
Miała dobry humor. Uwielbiałam gdy taka była. Zeszłam posłusznie z parapetu, zamknęłam okno i usiadłam na łóżku. Otworzyłam paczkę paluszków i ze smakiem zaczęłam je chrupać jeden za drugim, z zainteresowaniem czytając czasopismo. Nic o One Direction. Znowu nic. Jedynie plakat Harry'ego i Louis'a. I krótko wspomnieli o ich najnowszym utworze LWWY. Mój telefon wydał znajomy dźwięk oznaczający, że otrzymałam sms'a. Spojrzałam na ekran i od razu rzuciłam telefonem o ziemię. Łzy zebrały mi się pod powiekami. Minęło kilka minut i tym razem Niall zaczął wydzwaniać. Za siódmym razem wzięłam telefon, odebrałam i położyłam na łóżku.
- Sophie? - usłyszałam jego zachrypnięty głos i po policzkach pociekły wielkie jak groch łzy. - Jeżeli mnie słuchasz, powiedz coś.
- Słucham - wychrypiałam.
Westchnął.
- To chore, żebyś musiała przeze mnie ryczeć! Powiedziałem to... powiedziałem, ale nie na serio! To była tylko taka głupia myśl! Nie sądziłem, że Zayn wygada! Sophie, przepraszam cię! Ja wcale tak nie myślę!
Kłamca. Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
~ * ~
Następnego dnia po południu będąc na zakupach z mamą przed oczami mignęła mi postać Niall'a. Na początku byłam zupełnie przekonana, że tylko mi się zdawało, ale potem zobaczyłam go jeszcze dwa razy. Na szczęście mnie nie zauważył.
Odłożyłam na wieszak śliczny żółty sweter z wielką, kolorową sową. Był za drogi. Kosztował sześćdziesiąt pięć funtów, a ja miałam przy sobie tylko sto. A i tak musiałam kupić jeszcze buty.
- A to? - zapytała rodzicielka trzymając w dłoniach podobny sweter. Różnił się jedynie tym, że był koloru fiołkowego, a na środku znajdowała się tęczowa owieczka. No i cena była inna. Ten sweter kosztował jedyne trzydzieści funtów. - Bierzesz?
- Przymierzę najpierw.
Po przymiarce stwierdziłam, że dobrze w nim wyglądam. Pozostawał tylko problem z butami. Gdy zakupiłam sweter, zmierzyłyśmy z mamą w stronę butików. Były tam chyba trzy. W jednym z nich stały buty, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Czarne botki koturny wiązane. Za osiemdziesiąt funtów.
- Mamo... - zapiszczałam. - Dołożysz mi?
Gdy mama wyjmowała z torebki pieniądze ja rozglądałam się po pomieszczeniu, w którym stałyśmy. I właśnie wtedy w dziale z butami dla mężczyzn dostrzegłam przymierzającego czarne buty firmy Adidas, blondyna. Gdy podniósł głowę szybko się odwróciłam, żeby mnie nie dostrzegł. Niestety było już za późno. Kątem oka widziałam jak idzie w moim kierunku.
- Masz - mama dała mi pieniądze. - Znasz go? - spytała szeptem dyskretnie wskazując na Niall'a.
Wzięłam pieniądze i odeszłam. Wzięłam buty z półki i usiadłam na pufie, żeby je przymierzyć. Horan usiadł obok mnie.
- Ładne - stwierdził.
- Czyli brzydkie - westchnęłam i zsunęłam z nogi założonego buta. - Nie kupię ich.
- Oszalałaś! - wykrzyknął Niall. - Bo powiedziałem, że są ładne?
Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Żartuję. Takiej okazji, bym nie przepuściła. - Uśmiech nagle mi zdrzedł. - Czego chcesz?
- Pogadać.
- Tak się składa, że nie mam czasu - ruszyłam do kasy i zapłaciłam na moje nowe cudeńka.
Wyszliśmy razem ze sklepu. Mama gdzieś zniknęła.
- Tak się składa, że ja też nie. Chciałbym cię zaprosić na imprezę, którą organizuję - podał mi wizytówkę.
- I twierdzisz, że przyjdę po tym jak mnie upokorzyłeś? - prychnęłam wychodząc ze sklepu.
Dogonił mnie szybko i złapał za łokieć.
- No proszę! Przyjdź! Przyprowadź Tamarę!
- Nie ma jej - fuknęłam.
- Więc przyjdź sama. Louis będzie. Z tego co pamiętam tylko na niego się nie obraziłaś. Przyjdź. Przynajmniej dla niego, chociaż na chwilę...
Westchnęłam zamykając na moment oczy. Nagle wydały mi się strasznie ciężkie.
- Może wpadnę - mruknęłam. - Ale teraz muszę już iść - rzuciłam widząc mamę przy wyjściu z centrum.
- Do zobaczenia, Sophie!
Gdy pojawiłam się obok mamy, ta uważnie zmierzyła mnie od stóp do głów zatroskanym spojrzeniem. Objęła mnie ramieniem bez słowa i wyszłyśmy. Wsiadłam do samochodu, zapięłam pas i wpatrywałam się w ruchome drzwi centrum handlowego. Gdy samochód ruszył z parkingu drzwi się otworzyły i wyszedł jakiś chłopak. Poczułam okropny skurcz żołądka, gdy okazało się, że to nie Nialler.
~ * ~
Za oknem wiał wiatr i aż się czuło nadchodzącą jesień. Co prawda było jeszcze zielono, ale bywały dni, kiedy ubierałam kurtkę i szal. Teraz termometr za oknem wskazywał piętnaście stopni Celsjusza. Bywało gorzej, pomyślałam.
Wciągnęłam na nogi obcisłe, jeansowe rurki, a jako bluzkę wybrałam lużną i zwiewną niebieską bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii. Niedługie włosy upięłam w wygodnego kłosa na bok. Wiedziałam, że nie jest to zbyt odpowiednia stylizacja na imprezę, ale wcale nie zamierzałam tam tańcować na stole, w przeciwieństwie do niektórych dziewczyn. Żeby się mnie ktoś nie przyczepił zrobiłam mocniejszy makijaż niż zazwyczaj, a buty z wygodnych trampek zamieniłam na śliczne i, niestety, mniej wygodne koturny. Na ramiona narzuciłam cieniutką skórzaną kurtkę i byłam gotowa. Wyszłam z domu. Jakiś czas temu dzwoniłam do Louis'a, żeby do mnie zadzwonił jeżeli by mógł. Szatyn zgodził się i teraz czekałam na niego opierając się o bramę.
Przyjechał po kilku minutach. Wsiadłam do jego samochodu, a on mój wygląd skwitował cichym gwizdnięciem.
- Przestań - bąknęłam cicho. - Nie mam nastroju.
- Widzę - odparł. - I wcale ci się nie dziwię. Ja na twoim miejscu nie jechałbym na tą imprezę. No, ale... jak tam wolisz - uśmiechnął się krzywo.
Dojechaliśmy na miejsce. Lou obszedł samochód, by otworzyć mi drzwi. Podał mi swoją prawą dłoń i pomógł wysiąść. W żołądku zrobiło mi się tak jakoś miło i ciepło. Ruszyliśmy do drzwi. Otworzył nam Greg. Wymienił oczywiście pare zdań z Louis'em, a potem przeszliśmy z przedpokoju do salonu.
- Chcesz coś do picia? - zaytał mnie szatyn. - Piwa, soku, wódki, kawy, wina?
- Hm... ale wybór! - roześmiałam się śmiało pokazując zęby. Zauważyłam, że od kilku dniu tylko przy Louis'ie się tak śmieję. - Piwa z sokiem.
- Oczywiście - puścił mi oczko i zniknął w kuchni.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zielone ściany, brązowe lśniące meble, jasna panelowa podłoga, drogi szklany żyrandol... Widać, że to dom Horanów. Jedynie wolny okazał się skórzany fotel w rogu pokoju. Może był wolny właśnie dlatego, że mógł pomieścić tylko jedną osobę? Gdzie nie spojrzałam widziałam pary przyjaciół, znajomych, lub zakochanych. Nikt nie był sam. Nikt nie milczał, tak ja teraz.
Do salonu wszedł Louis i zaczął mnie szukać wzrokiem. Gdy wreszcie mnie dostrzegł wyszczeszył się szeroko i podszedł do mnie. Podał mi szklankę z piwem. W jego drugiej dłoni widniał niebiesko-fioletowo-różowo-zielony drink. Opróżnił szklaneczkę jednym chaustem.
- Niall cię szuka - powiedział. - Jest w kuchni. Wyjdź z salonu i na lewo masz drzwi.
- Wiem gdzie jest kuchnia - mruknęłam krzywiąc się.
Wstałam i ruszyłam do danego pomieszczenia. Znajdowało się w nim chyba pięć osób. W tym Niall. Gdy mnie ujrzał, wesoło zamachał. Siedział na blacie i palił skręta.
- Chcesz bucha? - zapytał podsuwając mi go pod nos.
- Nie dzięki. Wolę słabe. Miętowe lub limonkowe - odpowiedziałam obojętnie. Gdy tylko o tym pomyślałam, aż ręce zaczęły mnie swędzieć, żeby wziąć od niego tego papierosa i porządnie się zaciągnąć.
- Chcesz? Mam limonkowe - uśmiechnął się unosząc lewą brew. - Ej, Caro! - krzyknął do niskiej rudowłosej dziewczyny. - Wyciągnij z tamtej szafki... nie, nie tej. Tej drugiej od dołu na lewo. No, tam. Wyciągnij limonkowe.
,,Caro" podała mi zieloną otworzoną już paczkę papierosów. Wyciągnęłam jednego, wsunęłam do ust i zapaliłam wciągając dym. Po niecałych dwóch minutach zgniotłam niedopałka i wrzuciłam do śmietnika.
- Fajnie, że jednak przyszłaś - uśmiechnął się blondyn. - Nie musisz się martwić. Zayn'a i Harry'ego nie ma. Wybrali inną imprezę. U jakiejś Perrie, w której oboje się kochają.
Parsknęłam śmiechem.
- No to jestem ciekawa, z którym wyląduje w łóżku. Biedna dziewczyna... tacy debile się w niej kochają - westchnęłam ze śmiechem.
- Z tym się zgodzę.
Spojrzałam na niego, zdziwiona.
- To wy się nie przyjaźnicie?
- Nie... Już nie tak bardzo jak kiedyś - skrzywił się. Wyciągnął papierosa limonkowego i powąchał go. Uśmiechnął się z przekąsem i odpalił.
- Aha... rozumiem - skłamałam. Bo co tu było do rozumienia? Z niewiadomego powodu zespół One Direction nagle zaczyna się sypać. - Zobaczymy się potem. Idę, bo muszę z kimś zamienić słowo - kolejne kłamstwo. Uśmiechnęłam się nieśmiało. - I nie pal tyle, głupku!
- No dobra, dobra! Do zobaczenia!
Uniosłam kąciki ust. Na uśmiech byłam zbyt zmęczona. Marzyłam o tym, by położyć się i spać głębokim, ciepłym snem.
Schodami ruszyłam na górę. Ponoć były tutaj dwie łazienki. Nacisnęłam na klamkę drzwi, które wyglądały jak takie od toalety. Bingo! Na szczęście była wolna. Zakluczyłam je i momentalnie podbiegłam do muszli. Podniosłam klapę i... zwymiotowałam. Gdy mdłości ustały wyprostowałam się, opuściłam klapę i spłukałam. Podeszłam do umywalki. Obmyłam i wypłukałam usta. Na koniec wsunęłam do ust miętówkę. Wychodząc z toalety niemalże zderzyłam się z Louis'em.
- O, cześć - wyszczerzył się. - Co chciał Niall?
- Nic - odparłam.
- A ty coś tak poleciała do tego kibelka?
- Rzygałam - powiedziałam z obrzydzeniem.
Louis roześmiał się.
- Oj, ty pijaku! - podszedł o krok bliżej. Odsunęłam się w tył. On coraz bliżej. Zetknęłam się ze ścianą. - Źle się czujesz?
- Trochę... Masz może jakieś leki?
- Owszem - uśmiechnął się łobuzersko.
Dotknął dłonią mojego policzka i przysunął twarz do mojej. Dzieliły nas milimetry. Czułam na ustach jego oddech.
Musnął wargami moje usta.
Zamknęłam oczy, uchylając wargi.
Lou odebrał to jako pogłębienie pocałunku i przysunął się jeszcze bliżej. Teraz naprawdę poczułam jego usta na moich.
Wplotłam palce w jego włosy i zupełnie odpłynęłam.
___
Ale ze mnie menda, nie?! Tak długo nie dodawałam rozdziału, że się pewnie obraziliście. Ale za to dałam słodkie zakończenie. No cóż, zapewne chcielibyście, żeby ona całowała się z kimś innym, no, ale... muszę robić tak, żeby nie było nudno! ;)
Jak tam w szkole? Ja ostatnio nie mam za bardzo czasu na komputer i to dlatego tak długo nie było rozdziału. Następny postaram się dodać prędzej.
- Wybierasz się gdzieś? - zagadnął.
- Ano - wyszczerzyłam się. - Wychodzę z kolegami.
Odstawił kubek, który właśnie przyłożył do ust, na stół. Spojrzał na mnie z niekrytym zdziwieniem.
- Kolegami? To ilu ich jest?
- Pięciu. Niall, Louis, Harry, Liam i Zayn.
Zamyślił się.
- Nie, nic mi to nie mówi.
Odstawiłam pusty kubek po kakao na kredens.
- Tato! Serio? One Direction! Znany zespół! No halo!
- Nie. Przepraszam, córciu, muszę już iść do pracy. - Na pożegnanie pocałował mnie w czoło. - Potrzebujesz jakichś pieniędzy?
- Mógłbyś rzucić.
Położył na stole dziesięć funtów i wyszedł. Mamy już chyba nie było. Dokończyłam jeść kanapkę i ruszyłam umyć zęby. Po wykonanej czynności zbiegłam szybko na dół. Wzięłam klucz i wyszłam z domu, zamknąwszy go. Pobiegłam szybko na przystanek. Po pięciu minutach nadjechał miejski autobus i ruszyłam w stronę galerii. Zajęłam miejsce na końcu autobusu obok chłopaków z mojej szkoły. Widząc mnie przywitali się. Niestety już po niecałej minucie stwierdziłam, że siadanie z nimi nie było dobrym pomysłem. Musiałam wytrzymać. Inne jedyne wolne miejsce było obok drzemiącego, śliniącego się faceta. Wzdrygnęłam się. Gdy autobus gwałtownie zahamował na przystanku kilka metrów od galerii, zerwałam się z miejsca i żegnając z chłopakami pobiegłam do wyjścia.
Szybkim krokiem zmierzałam w kierunku dobrze znanej mi kawiarni na rogu. Odrzuciłam włosy za plecy i weszłam do środka. Od razu w moje nozdrza uderzył zapach jagód i pysznej szarlotki. Rozejrzałam się wokół. Gdy w rogu pomieszczenia dostrzegłam pięć znajomych sylwetek serce zabiło mi mocniej. Nabrałam powietrza w płuca i trzęsąc się ze strachu podeszłam do ich stolika.
- Hej! - przywitałam się zajmując miejsce na skórzanym narożniku obok Louis'a i Harry'ego, który ponownie obrzucił mnie zimnym spojrzeniem. - Spóźniłam się? - zapytałam gdy nie doczekałam się odpowiedzi na moje przywitanie.
- Nie - roześmiał się Louis i zawołał kelnerkę. - Kawałek szarlotki dla niej, proszę - powiedział i znowu przeniósł swoje urocze spojrzenie na mnie. - Masz jeszcze dwie minuty.
Uśmiechnęłam się niepewnie i spojrzałam z radością w oczach na Harry'ego. Gdy nie odwzajemnił mojego spojrzenia, lekko speszona ruszyłam do lady, by zamówić jakiś napój i odebrać kawałek ciasta. Gdy z koktajlem bananowym i szarlotką wracałam do stolika dostrzegłam, że wszyscy poza Harry'm dziwnie mi się przyglądają.
- No co? Ubrudziłam się? - postawiłam rzeczy trzymane w dłoniach na stole i zaczęłam oglądać swoją sukienkę jednocześnie dotykając twarzy, czy aby się nie lepi.
- Nie - mruknął Zayn. - Ale Niall'a. nie nas, Niall'a, ciekawi dlaczego chciałabyś się z każdym z nas spotkać z osobna. Masz ochotę z każdym z nas kręcić, by potem pokazać jakimi frajerami byliśmy ufając ci?
Niall zacisnął dłonie w pięści.
- Zamknij się, Malik! - warknął. - Nie bredź!
Poczułam na sobie lodowate spojrzenie Harry'ego.
- Przestań. Przecież widzisz, że ona chce cię tylko wykorzystać - prychnął.
- Hallo! Ja tu jestem! - wrzasnęłam patrząc się ze złością na Liam'a, który z niewinną miną dłubał widelcem w szarlotce. - Liam! Louis! A wy co?! O co tu chodzi, co?! Niall, mógłbyś mi to wytłumaczyć?
Niall nerwowo podrapał się w tył głowy, jednak uparcie milczał. Niespodziewanie odezwał się Liam:
- Droga Sophie... Sophie, tak? - gdy kiwnęłam głową kontynuował - Czy ty uważasz, że jesteśmy aż tak głupi, żeby nie dostrzec twoich zamiarów?
Ludzie dziwnie na nas spoglądając zaczęli wychodzić. Czułam jak moja twarz zmienia kolor z różu na fioletowy, z fioletowego na czerwony.
- Zadajecie mi pytania, a nawet nie pozwalacie odpowiedzieć - zauważyłam, gdy usta Zayn'a już zaczęły się otwierać. - Nigdy nie pomyślałabym, że jesteście głupi. Bo nie jesteście. Wasze piosenki przemawiają do ludzi i są naprawdę... mądre - westchnęłam ciężko. - A poza tym nie należę do dziewczyn, które wykorzystują chłopaków. Chciałam po prostu się z wami zaprzyjaźnić. Tak naprawdę nigdy nie miałam prawdziwego chłopaka i nie byłabym w stanie żadnego wykorzystać. Z waszego zespołu już ktoś wpadł mi w oko i na razie będę się starała tego trzymać. A tak w ogóle to dziękuję Louis'owi za to, że jako jedyny mnie dzisiaj nie oczernia.
Wstałam i odeszłam od stołu. Zapłaciłam za swój napój i ruszyłam do drzwi.
- Sophie, czekaj! - usłyszałam głos Louis'a. - Oni cię przeproszą - powiedział, gdy się odwróciłam.
Przez cztery-pięć sekund stałam patrząc na nich wyczekująco. Milczeli. Wszyscy. Nawet Niall! Zacisnęłam wargi w wąską linię, odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z kawiarni. Jeszcze wczoraj wieczorem przewidywałam, że w kawiarni spędzę przynajmniej pół godziny, bo wtedy od razu spokojnie mogłabym iść na autobus. A tak będę się musiała włóczyć po Londynie, albo iść do domu na pieszo, gdyż jak zauważyłam taksówki nie jeździły dzisiaj po ulicach. Wybrałam oczywiście drugą opcję, bo półgodzinne czekanie na przystanku byłoby zupełnie bezsensowne.
Droga powrotna zajęła mi ponad kwadrans. Będąc w domu od razu ruszyłam odgrzać kawałek pizzy z wczorajszego obiadu. Mama jeszcze nie wróciła z pracy, więc i w lodówce nie było niczego, co bym mogła zjeść na obiad. Gdy już się najadłam pobiegłam na górę do swojego pokoju. Otworzyłam okno, usiadłam na parapecie i odpaliłam papierosa. Mięta. Zaciągnęłam się porządnie i oparłam głowę o framugę. Chociaż tak cholernie tego nie chciałam to już po chwili poczułam spływające po policzkach łzy. Czy to możliwe, żebym przez te kilka dni zakochała się w Horanie? Naprawdę zabolało mnie jego milczenie. Cieszyłam się z zachowania Louis'a, ale nie oznaczało to, że teraz nagle on zacznie mi się podobać, bo wtedy stwierdzenie chłopaków mogłoby się okazać prawdziwe. No, ale przecież ja nie wykorzystuję ludzi! Ani chłopaków, ani dziewczyn! Skąd ta myśl?! Jeszcze zaledwie wczoraj pisaliśmy wspólnie z Niall'em piosenkę. Co mu się tak nagle odmieniło?
Zakaszlałam uderzając się otwartą dłonią w klatkę piersiową. Paliłam od około trzech lat i ,,swędzenie" płuc zdarzało mi się często. Tamara oczywiście twierdzi, że tak nie powinno się dziać i mam natychmiast przestać palić. Ale im bliżej do śmierci tym lepiej.
Zgasiłam peta i wyrzuciłam go. Sięgnęłam na biurko po czystą białą kartkę i ołówek. Zaczęłam szkicować. Tego potężnego orzecha, który sięgał do mojego okna i kawałek ogrodu. Nasz ogród był duży, ale taki pusty. Dorysowałam na kartce ławkę obok drzewa, kwiaty i skalniak.
Nagle ktoś zapukał do drzwi i do pokoju weszła mama. W dłoni trzymała nowy numer mojego ulubionego miesięcznika, jogurt malinowy i paluszki o smaku bekonowym.
- Wróciłaś już - uśmiechnęłam się szeroko. - Co tak długo?
- Szef chciał pogadać - wyszczerzyła się. Czyli dostała podwyżkę. - Masz tu na przekąskę. A i gazetę ci kupiłam! - rzuciła na łóżko jedzenie i gazetę. - Ej! I złaź mi z tego parapetu, bo zaraz wylecisz przez okno! I co będzie?!
Miała dobry humor. Uwielbiałam gdy taka była. Zeszłam posłusznie z parapetu, zamknęłam okno i usiadłam na łóżku. Otworzyłam paczkę paluszków i ze smakiem zaczęłam je chrupać jeden za drugim, z zainteresowaniem czytając czasopismo. Nic o One Direction. Znowu nic. Jedynie plakat Harry'ego i Louis'a. I krótko wspomnieli o ich najnowszym utworze LWWY. Mój telefon wydał znajomy dźwięk oznaczający, że otrzymałam sms'a. Spojrzałam na ekran i od razu rzuciłam telefonem o ziemię. Łzy zebrały mi się pod powiekami. Minęło kilka minut i tym razem Niall zaczął wydzwaniać. Za siódmym razem wzięłam telefon, odebrałam i położyłam na łóżku.
- Sophie? - usłyszałam jego zachrypnięty głos i po policzkach pociekły wielkie jak groch łzy. - Jeżeli mnie słuchasz, powiedz coś.
- Słucham - wychrypiałam.
Westchnął.
- To chore, żebyś musiała przeze mnie ryczeć! Powiedziałem to... powiedziałem, ale nie na serio! To była tylko taka głupia myśl! Nie sądziłem, że Zayn wygada! Sophie, przepraszam cię! Ja wcale tak nie myślę!
Kłamca. Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon.
~ * ~
Następnego dnia po południu będąc na zakupach z mamą przed oczami mignęła mi postać Niall'a. Na początku byłam zupełnie przekonana, że tylko mi się zdawało, ale potem zobaczyłam go jeszcze dwa razy. Na szczęście mnie nie zauważył.
Odłożyłam na wieszak śliczny żółty sweter z wielką, kolorową sową. Był za drogi. Kosztował sześćdziesiąt pięć funtów, a ja miałam przy sobie tylko sto. A i tak musiałam kupić jeszcze buty.
- A to? - zapytała rodzicielka trzymając w dłoniach podobny sweter. Różnił się jedynie tym, że był koloru fiołkowego, a na środku znajdowała się tęczowa owieczka. No i cena była inna. Ten sweter kosztował jedyne trzydzieści funtów. - Bierzesz?
- Przymierzę najpierw.
Po przymiarce stwierdziłam, że dobrze w nim wyglądam. Pozostawał tylko problem z butami. Gdy zakupiłam sweter, zmierzyłyśmy z mamą w stronę butików. Były tam chyba trzy. W jednym z nich stały buty, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Czarne botki koturny wiązane. Za osiemdziesiąt funtów.
- Mamo... - zapiszczałam. - Dołożysz mi?
Gdy mama wyjmowała z torebki pieniądze ja rozglądałam się po pomieszczeniu, w którym stałyśmy. I właśnie wtedy w dziale z butami dla mężczyzn dostrzegłam przymierzającego czarne buty firmy Adidas, blondyna. Gdy podniósł głowę szybko się odwróciłam, żeby mnie nie dostrzegł. Niestety było już za późno. Kątem oka widziałam jak idzie w moim kierunku.
- Masz - mama dała mi pieniądze. - Znasz go? - spytała szeptem dyskretnie wskazując na Niall'a.
Wzięłam pieniądze i odeszłam. Wzięłam buty z półki i usiadłam na pufie, żeby je przymierzyć. Horan usiadł obok mnie.
- Ładne - stwierdził.
- Czyli brzydkie - westchnęłam i zsunęłam z nogi założonego buta. - Nie kupię ich.
- Oszalałaś! - wykrzyknął Niall. - Bo powiedziałem, że są ładne?
Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Żartuję. Takiej okazji, bym nie przepuściła. - Uśmiech nagle mi zdrzedł. - Czego chcesz?
- Pogadać.
- Tak się składa, że nie mam czasu - ruszyłam do kasy i zapłaciłam na moje nowe cudeńka.
Wyszliśmy razem ze sklepu. Mama gdzieś zniknęła.
- Tak się składa, że ja też nie. Chciałbym cię zaprosić na imprezę, którą organizuję - podał mi wizytówkę.
- I twierdzisz, że przyjdę po tym jak mnie upokorzyłeś? - prychnęłam wychodząc ze sklepu.
Dogonił mnie szybko i złapał za łokieć.
- No proszę! Przyjdź! Przyprowadź Tamarę!
- Nie ma jej - fuknęłam.
- Więc przyjdź sama. Louis będzie. Z tego co pamiętam tylko na niego się nie obraziłaś. Przyjdź. Przynajmniej dla niego, chociaż na chwilę...
Westchnęłam zamykając na moment oczy. Nagle wydały mi się strasznie ciężkie.
- Może wpadnę - mruknęłam. - Ale teraz muszę już iść - rzuciłam widząc mamę przy wyjściu z centrum.
- Do zobaczenia, Sophie!
Gdy pojawiłam się obok mamy, ta uważnie zmierzyła mnie od stóp do głów zatroskanym spojrzeniem. Objęła mnie ramieniem bez słowa i wyszłyśmy. Wsiadłam do samochodu, zapięłam pas i wpatrywałam się w ruchome drzwi centrum handlowego. Gdy samochód ruszył z parkingu drzwi się otworzyły i wyszedł jakiś chłopak. Poczułam okropny skurcz żołądka, gdy okazało się, że to nie Nialler.
~ * ~
Za oknem wiał wiatr i aż się czuło nadchodzącą jesień. Co prawda było jeszcze zielono, ale bywały dni, kiedy ubierałam kurtkę i szal. Teraz termometr za oknem wskazywał piętnaście stopni Celsjusza. Bywało gorzej, pomyślałam.
Wciągnęłam na nogi obcisłe, jeansowe rurki, a jako bluzkę wybrałam lużną i zwiewną niebieską bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii. Niedługie włosy upięłam w wygodnego kłosa na bok. Wiedziałam, że nie jest to zbyt odpowiednia stylizacja na imprezę, ale wcale nie zamierzałam tam tańcować na stole, w przeciwieństwie do niektórych dziewczyn. Żeby się mnie ktoś nie przyczepił zrobiłam mocniejszy makijaż niż zazwyczaj, a buty z wygodnych trampek zamieniłam na śliczne i, niestety, mniej wygodne koturny. Na ramiona narzuciłam cieniutką skórzaną kurtkę i byłam gotowa. Wyszłam z domu. Jakiś czas temu dzwoniłam do Louis'a, żeby do mnie zadzwonił jeżeli by mógł. Szatyn zgodził się i teraz czekałam na niego opierając się o bramę.
Przyjechał po kilku minutach. Wsiadłam do jego samochodu, a on mój wygląd skwitował cichym gwizdnięciem.
- Przestań - bąknęłam cicho. - Nie mam nastroju.
- Widzę - odparł. - I wcale ci się nie dziwię. Ja na twoim miejscu nie jechałbym na tą imprezę. No, ale... jak tam wolisz - uśmiechnął się krzywo.
Dojechaliśmy na miejsce. Lou obszedł samochód, by otworzyć mi drzwi. Podał mi swoją prawą dłoń i pomógł wysiąść. W żołądku zrobiło mi się tak jakoś miło i ciepło. Ruszyliśmy do drzwi. Otworzył nam Greg. Wymienił oczywiście pare zdań z Louis'em, a potem przeszliśmy z przedpokoju do salonu.
- Chcesz coś do picia? - zaytał mnie szatyn. - Piwa, soku, wódki, kawy, wina?
- Hm... ale wybór! - roześmiałam się śmiało pokazując zęby. Zauważyłam, że od kilku dniu tylko przy Louis'ie się tak śmieję. - Piwa z sokiem.
- Oczywiście - puścił mi oczko i zniknął w kuchni.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zielone ściany, brązowe lśniące meble, jasna panelowa podłoga, drogi szklany żyrandol... Widać, że to dom Horanów. Jedynie wolny okazał się skórzany fotel w rogu pokoju. Może był wolny właśnie dlatego, że mógł pomieścić tylko jedną osobę? Gdzie nie spojrzałam widziałam pary przyjaciół, znajomych, lub zakochanych. Nikt nie był sam. Nikt nie milczał, tak ja teraz.
Do salonu wszedł Louis i zaczął mnie szukać wzrokiem. Gdy wreszcie mnie dostrzegł wyszczeszył się szeroko i podszedł do mnie. Podał mi szklankę z piwem. W jego drugiej dłoni widniał niebiesko-fioletowo-różowo-zielony drink. Opróżnił szklaneczkę jednym chaustem.
- Niall cię szuka - powiedział. - Jest w kuchni. Wyjdź z salonu i na lewo masz drzwi.
- Wiem gdzie jest kuchnia - mruknęłam krzywiąc się.
Wstałam i ruszyłam do danego pomieszczenia. Znajdowało się w nim chyba pięć osób. W tym Niall. Gdy mnie ujrzał, wesoło zamachał. Siedział na blacie i palił skręta.
- Chcesz bucha? - zapytał podsuwając mi go pod nos.
- Nie dzięki. Wolę słabe. Miętowe lub limonkowe - odpowiedziałam obojętnie. Gdy tylko o tym pomyślałam, aż ręce zaczęły mnie swędzieć, żeby wziąć od niego tego papierosa i porządnie się zaciągnąć.
- Chcesz? Mam limonkowe - uśmiechnął się unosząc lewą brew. - Ej, Caro! - krzyknął do niskiej rudowłosej dziewczyny. - Wyciągnij z tamtej szafki... nie, nie tej. Tej drugiej od dołu na lewo. No, tam. Wyciągnij limonkowe.
,,Caro" podała mi zieloną otworzoną już paczkę papierosów. Wyciągnęłam jednego, wsunęłam do ust i zapaliłam wciągając dym. Po niecałych dwóch minutach zgniotłam niedopałka i wrzuciłam do śmietnika.
- Fajnie, że jednak przyszłaś - uśmiechnął się blondyn. - Nie musisz się martwić. Zayn'a i Harry'ego nie ma. Wybrali inną imprezę. U jakiejś Perrie, w której oboje się kochają.
Parsknęłam śmiechem.
- No to jestem ciekawa, z którym wyląduje w łóżku. Biedna dziewczyna... tacy debile się w niej kochają - westchnęłam ze śmiechem.
- Z tym się zgodzę.
Spojrzałam na niego, zdziwiona.
- To wy się nie przyjaźnicie?
- Nie... Już nie tak bardzo jak kiedyś - skrzywił się. Wyciągnął papierosa limonkowego i powąchał go. Uśmiechnął się z przekąsem i odpalił.
- Aha... rozumiem - skłamałam. Bo co tu było do rozumienia? Z niewiadomego powodu zespół One Direction nagle zaczyna się sypać. - Zobaczymy się potem. Idę, bo muszę z kimś zamienić słowo - kolejne kłamstwo. Uśmiechnęłam się nieśmiało. - I nie pal tyle, głupku!
- No dobra, dobra! Do zobaczenia!
Uniosłam kąciki ust. Na uśmiech byłam zbyt zmęczona. Marzyłam o tym, by położyć się i spać głębokim, ciepłym snem.
Schodami ruszyłam na górę. Ponoć były tutaj dwie łazienki. Nacisnęłam na klamkę drzwi, które wyglądały jak takie od toalety. Bingo! Na szczęście była wolna. Zakluczyłam je i momentalnie podbiegłam do muszli. Podniosłam klapę i... zwymiotowałam. Gdy mdłości ustały wyprostowałam się, opuściłam klapę i spłukałam. Podeszłam do umywalki. Obmyłam i wypłukałam usta. Na koniec wsunęłam do ust miętówkę. Wychodząc z toalety niemalże zderzyłam się z Louis'em.
- O, cześć - wyszczerzył się. - Co chciał Niall?
- Nic - odparłam.
- A ty coś tak poleciała do tego kibelka?
- Rzygałam - powiedziałam z obrzydzeniem.
Louis roześmiał się.
- Oj, ty pijaku! - podszedł o krok bliżej. Odsunęłam się w tył. On coraz bliżej. Zetknęłam się ze ścianą. - Źle się czujesz?
- Trochę... Masz może jakieś leki?
- Owszem - uśmiechnął się łobuzersko.
Dotknął dłonią mojego policzka i przysunął twarz do mojej. Dzieliły nas milimetry. Czułam na ustach jego oddech.
Musnął wargami moje usta.
Zamknęłam oczy, uchylając wargi.
Lou odebrał to jako pogłębienie pocałunku i przysunął się jeszcze bliżej. Teraz naprawdę poczułam jego usta na moich.
Wplotłam palce w jego włosy i zupełnie odpłynęłam.
___
Ale ze mnie menda, nie?! Tak długo nie dodawałam rozdziału, że się pewnie obraziliście. Ale za to dałam słodkie zakończenie. No cóż, zapewne chcielibyście, żeby ona całowała się z kimś innym, no, ale... muszę robić tak, żeby nie było nudno! ;)
Jak tam w szkole? Ja ostatnio nie mam za bardzo czasu na komputer i to dlatego tak długo nie było rozdziału. Następny postaram się dodać prędzej.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Rozdział 2
Lunął rzęsisty deszcz. Podkuliłam nogi pod brodę i zamknęłam pamiętnik. Siedziałam na parapecie, okno było uchylone, by dym wylatujący z papierosa trzymanego w mojej dłoni mógł szybko opuścić ciemny pokój. Zapowiadało się na burzę. Rzuciłam pamiętnik na biurko i zaciągnęłam się tym paskudztwem. Odkaszlnęłam klepiąc się w klatkę piersiową. Wyrzuciłam peta przez okno. Gdyby Lou mnie teraz widział...
Próba trwała do późna, a ja siedząc na niewygodnym krześle niemalże umierałam z nudów. Gdy Harry oznajmił, że ,,koniec na dzisiaj" zegarek na ścianie wskazywał dwudziestą pierwszą. Louis odwiózł mnie do domu wcześniej zabierając mnie jeszcze na kawę do kawiarni w centrum miasta. Widziałam, że chce ze mną o czymś porozmawiać.
- Co? - spytałam chłopaka, gdy kelnerka, która przyniosła nam napoje odeszła.
- Hm? - zmrużył oczy.
- Co chcesz?
Uśmiechnął się łobuzersko i pokiwał głową.
- Niall jest wolny - oznajmił. - Bierz się za niego.
Zdziwiłam się. Nie przypuszczałam, że może mu wpaść do głowy coś takiego.
- Louis... - westchnęłam.
- Mówię poważnie - rzekł. - Pasujecie do siebie. A Niall od dłuższego czasu jęczy, że ma dość samotności. Zwariować można! Nawet jakąś piosenkę o samotności napisał. Głupek, normalnie. - pokręcił głową z dezaprobatą.
Roześmiałam się i upiłam łyk gorącej kawy.
- Może i Niall mi się podoba, ale ja mu raczej nie - westchnęłam.
Szatyn wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni spodni małą karteczkę.
- Co to? - zdziwiłam się.
- Numer Horan'a. Kazał ci to przekazać.
Wzięłam papier w ręce i przyjrzałam się cyfrom. Wyciągnęłam telefon i szybko zapisałam numer. Louis zapłacił za kawę i wyszliśmy z kawiarni. Na niebie gromadziły się ciemne chmury i zawiał zimny wiatr. Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu.
Zeskoczyłam z parapetu i zamknęłam okno. Zapaliłam światło i wyciągnęłam z kieszeni komórkę. Weszłam w kontakty, pod literką ,,N" ukazało mi się kilka imion, nazwisko i... Niall. Nacisnęłam lewy guziczek i przeszłam do pisania wiadomości:
,,Co u Ciebie? Sophie."
Oddzwonił po chwili.
- Hej, Sophie! - wykrzyknął. - To dobrze, że Lou dał ci numer...
Roześmiałam się cicho.
- Wpadniesz jutro do mnie? - zapytał niespodziewanie.
- Y... co? Nie narażam cię za bardzo?
- Nie, co ty?! Przyjdź śmiało!
- Dobrze... - mruknęłam nieśmiało. - O której być?
- Jestem wolny od pierwszej do szóstej. Może być?
- Jasne. Będę przed drugą.
- Dobrze. Do zobaczenia, Sophie.
Nie odpowiadając rozłączyłam się. Ciężko padłam na łóżko. Miałam wrażenie, że mój żołądek wykręca fikołki. Pragnęłam bliżej poznać Niall'a, ale czułam, że bardzo mocno lubię Louis'a. Nie wiedziałam co robić.
Wyprostowałam włosy i lekko się umalowałam. Ze względu na dzisiejszą, nie najpiękniejszą niestety pogodę, włożyłam długie spodnie i bluzę, po czym wyszłam z domu. Niall mieszkał dość daleko, więc wolałam poczekać na autobus miejski. Po upływie nie więcej niż kwadransa, przy przystanku zatrzymał się czerwony autobus. Dostrzegłam w nim Tamarę. Szybko zajęłam miejsce obok przyjaciółki.
- Zostałam przyjaciółką zespołu! - pisnęłam.
- Jakiego? - zmarszczyła brwi.
- One Direction!
W ciągu sekundy jej twarz zmieniła się z zastanowienia na zdziwienie. Ze zdziwienia na radość.
- Właśnie jadę do Niall'a - dodałam z dumą.
- Uu... - wyszczerzyła się. - Czy już coś... ten teges...? - uniosła dwukrotnie brwi uśmiechając się zadziornie.
- Przyjaźń - mruknęłam.
Autobus zahamował. Pożegnałam się z Tamarą i wyskoczyłam z pojazdu. Ruszyłam w kierunku posiadłości Horan'ów. Gdy wreszcie stanęłam przed ich pięknym domem odrobinę bałam się wejść do środka. Kiedy już zamierzałam zapukać z domu wybiegł Niall omal się ze mną nie zderzając.
- Boże! - krzyknęłam czując jak wierzchem dłoni uderzył mnie w brzuch. Zabolało. - Gdzie pędzisz? - złapałam go za ramię.
- O, cześć! Zamierzałem po ciebie jechać.
- Nie ma potrzeby. Wejdziemy do środka, czy proponujesz spacer? - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Chodź do domu. Coś ci chcę pokazać.
Był bardzo podekscytowany. Jeszcze go takiego nie widziałam. Ruszyłam za blondynem do budynku. Przez korytarz i weszliśmy do jego pokoju. Na łóżku leżała sterta kartek, gitara, długopis, notatnik, ołówek. Na biurko leżały napoczęte naleśniki z czekoladą i bananem.
- Jesteś głodna? Spragniona? - zapytał siadając na łóżku.
- A co mi proponujesz do picia? - zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- Gorąca czekolada, cappuccino, sok pomarańczowy, sok grejpfrutowy, herbata? Wybieraj - wyszczerzył się dopisując coś na jednej z kartek.
- Wystarczy mi sok - mruknęłam podnosząc się. - Jest ktoś w kuchni?
- Nie. Jestem sam w domu. W lodówce jest sok.
Ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam sok z lodówki i zaczęłam szukać jakiejś szklanki. Gdy wreszcie ją znalazłam wlałam do niej pomarańczowy płyn. Schowałam pudełko do lodówki i gdy usłyszałam dobiegające z pokoju Niall'a dźwięki gitary zaczęłam podążać do pomieszczenia w ich rytmie. Usiadłam na łóżku.
- Co chciałeś mi pokazać? - spytałam.
Podał mi kartkę z nutami. To co stworzył było naprawdę dobre. Spojrzałam na tekst. Również mi się spodobał. Słowa płynące prosto z serca przelał na papier. Ponownie wziął gitarę i zaczął grać. I śpiewać. Gdy z jego ust wydobyło się ostatnie słowo utworu, on nadal grał patrząc na mnie z lekkim przygnębieniem.
- Co się stało? - spytałam.
Odłożył gitarę.
- Planowałem, że znajdą tu się jeszcze dwie zwrotki i zaśpiewasz je ty. Ale gdy tylko o tym pomyślałem... moja wena jakby... zniknęła. Nie potrafiłem napisać nic więcej. Miałem nadzieję, że ty... umiesz śpiewać i dajesz radę z pisaniem piosenek...
- Co? Niall! Nie umiem śpiewać, o pisaniu już nie mówiąc! Nie... To zły pomysł.
- Zależy mi. Proszę! Wytwórnia kazała każdemu z nas napisać i zaśpiewać piosenkę w duecie, ale z osobą, która nie należy do zespołu. Ten kto tego nie zrobi... zostanie wyrzucony. Pomożesz mi?
Niall należał do tych, którzy według mnie z zespołu śpiewają najlepiej. On, Louis i Zayn. Musiałam mu pomóc. Bez niego zespół może się rozpaść! Tyle razy pisał piosenki, który później zostawały hitami. Nabrałam powietrza w płuca.
- Pomogę - zgodziłam się. - Daj mi kartkę. Może coś uda mi się z siebie wykrzesać.
Chłopak podał mi kartkę z notatnika, ołówek, gumkę oraz nuty, abym słowa mogła dopasować do melodii. Przez kwadrans napisałam dwa wersy. Byłam skołowana. Ale nie poddawałam się. I już po godzinie podałam Niall'ow kartkę.
- Jedna zwrotka? - uniósł brwi uśmiechając się kwaśno.
- Pomyślałam, że drugą moglibyśmy napisać wspólnie - wzruszyłam ramionami.
Najwyraźniej spodobał mu się ten pomysł, bo uśmiechnął się szczerze i zaczął czytać i poprawiać to co napisałam. Czasem robił miny jakby miał wybuchnąć śmiechem, kiedy indziej uśmiechał się kiwając głową. Robił też dziwne miny i kręcił przecząco. Gdy wręczył mi notatnik... Mówiąc szczerze trudno było cokolwiek z tego wyczytać. Zakreślone wyrazy, jedno na drugim. Kazałam Niall'owi napisać ten tekst jeszcze raz. Zrobił to, a kiedy podał mi kartkę śmiało mogłam stwierdzić, że jego poprawki dużo zdziałały. Te słowa miały sens.
Ostatnią zwrotkę napisał głównie on sam. Ja pomogłam mu tylko zastępować niektóre słowa, które się na przykład powtarzały, bądź nie pasowały w danym miejscu. Gdy piosenka była gotowa zegarek wskazywał siedemnastą.
- Ja się chyba niedługo będę zbierać - rzekłam.
- Czemu? - wziął gitarę.
- Masz czas do osiemnastej, nie?
Skrzywił się. Zaczął grać. Wziął do ręki kartkę i odśpiewał swoje trzy zwrotki. Wyszło mu rewelacyjnie. Refren śpiewaliśmy wspólnie. Mi pozostały dwie końcowe. Starałam się śpiewać i nie słuchać swojego głosu. Ale jeżeli miałam się starać to musiałam go odpowiednio stopniować. Kiedy skończyliśmy musiałam napić się soku. Piosenka nie była zbyt łatwa do zaśpiewania i rozbolało mnie gardło. Niall świetnie sobie poradził. Ale ja...
- Nie umiem śpiewać - skrzywiłam się.
- Wcale nie! Umiesz, tylko musisz potrenować! Tak zawsze jest.
- Nie podlizuj się - zaczepnie zmierzwiłam mu włosy. - Dobra, ja spadam.
Westchnął, ale pożegnał mnie. Miałam nadzieję, że uda mi się złapać autobus, by nie czekać na ten po szóstej.
Położyłam się na łóżku i zakryłam kocem po sam czubek głowy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Tamara zostawiła mi wiadomość:
,,Hej. Nie dzwonię, bo wiem, że jesteś u Niall'a (OMG! Nie mogę w to uwierzyć!!!), ale muszę Ci powiedzieć, że wyjeżdżam do kuzynki na tydzień. Zobaczymy się w szkole!"
To już zupełnie zostałam bez zajęcia. Tydzień? Za tydzień i dwa dni rozpoczęcie roku szkolnego. Nie chciałam narzucać się Horan'owi. Nie wypadało przychodzić do niego dzień w dzień przez kolejne dziewięć dni. Co prawda, Louis też mnie lubił. Zayn'a, Harry'ego i Liam'a nie znałam. A no właśnie! Wypadałoby spędzić z nimi te dziewięć dni? No... prócz niedzieli, bo to nie wypada. Ale poniedziałek spędzić z całą trójką. Wtorek i połowę środy z Harry'm. Drugą połowę środy i czwartek z Zayn'em, a piątek i połowę soboty z Liam'em. Druga połowa zarezerwowana jest dla Louis'a. Niall może odpocząć. Ale zostaje mi jeszcze jedna sobota. Jutrzejsza sobota. Może by tak z cała piątką? Musiałam się tylko z nimi zgadać... A miałam tylko numer Niall'a.
Wykręciłam numer blondyna mając nadzieję, że mimo próby odbierze. Może miał akurat przerwę. Po pięciu sygnałach zrezygnowałam, pocieszając się myśląc, że w wolnej chwili na pewno oddzwoni. Czekałam nie więcej niż kwadrans i po pokoju rozniósł się ulubiony utwór znanego zespołu. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Halo? - mruknęłam.
- Cześć, tu Lou. Niall jest w kiblu i kazał mi do Ciebie oddzwonić. To coś ważnego? - szatyn miał nieco zachrypnięty głos.
- Co robicie jutro? - zagaiłam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
- Ja i Niall? - zainteresował się.
Już zaczęłam, teraz musiałam to kontynuować.
- I Liam, Zayn, oraz Harry.
- Ouh... Jutro w sumie nic. I do końca wakacji nic, bo mamy jakby wolne. Tylko wieczorem zawsze mamy próbę.
O kurde. Nie pomyślałam o tym. Zupełnie wyleciały mi z głowy ich próby. Mogliśmy spędzić razem te dni, ale trochę inaczej. Dla każdego musiałam przeznaczyć połowę dnia, tak żeby drugą połową mogła być próba. W tej opcji znalazłabym czas nawet dla Niall'a.
- Halo?! - w słuchawce usłyszałam głos Louisa przepełniony zdziwieniem. - Jesteś, Sophie?
- Tak, jestem.
- To o co chodzi? Mów, bo Harry mnie już pogania - roześmiał się.
Ręka zaczęła mi drżeć. Nie potrafiłam się skupić, gdy ktoś mnie poganiał. Zestresowałam się.
Kilka wdechów. Zamknęłam oczy.
- Bo chciałabym spędzić jutrzejszy dzień z waszą całą piątką. A następnie po kolei każdy dzień z osobna...
- To znaczy...?
- No na przykład; poniedziałek z Harry'm, wtorek z Liam'em i tak dalej... Rozumiesz? Chciałabym was po prostu bliżej poznać. Obiecuję, że nie zaszkodziłoby to waszym próbom! Jeżeli oczywiście chcecie... Pogadasz z chłopakami? - spytałam błagalnym głosem.
- Poczekaj.
Louis najwyraźniej zakrył słuchawkę dłonią, bo słyszałam jakieś szmery. Ktoś coś mówił. Czekałam, aż znów się odezwie.
- Ty pogadasz. Jutro. Gdzie chciałabyś się spotkać?
No i gdzie niby mielibyśmy się spotkać?! W wesołym miasteczku? W galerii? A może w kawiarni? Mój mózg w tej chwili był zupełnie bezużyteczny. A Lou czekał. I Harry też czekał. Jeżeli ich zirytuję nie będzie sensu spotykania się jutro lub w ogóle kontynuowania tej rozmowy.
Uszczypnęłam się w dłoń i zamknęłam oczy, by móc się lepiej skoncentrować.
W kawiarni przy galerii! To blisko miejsca, w którym urządzają próby.
- Co powiecie na kawiarnię? Tę przy galerii?
- Idealnie. Czternasta?
- Jasne. To cześć!
Rozłączył się. Zapewne z radością.
Padłam na łóżku przyciskając komórkę do piersi. Moje marzenia zaczęły się spełniać.
___
No i jak dwójka? Jest trochę nudniejszy od pierwszego, ale mam nadzieję, że i tak wam się podoba. Nad tym namęczyłam się jakoś bardziej niż nad pierwszym.
To co, dzisiaj ostatnio wtorek wakacji, nie? Szkoda, niestety. Ale szkoła ma też swoje plusy. Spotkacie się ze znajomymi! Ja we wrześniu rozpoczynam naukę w gimnazjum. Trochę się stresuję.
Kolejny rozdział pojawi się gdy pod wpisem będzie minimum 8 komentarzy.
Powodzenia w szkole! ;)
~ * ~
Próba trwała do późna, a ja siedząc na niewygodnym krześle niemalże umierałam z nudów. Gdy Harry oznajmił, że ,,koniec na dzisiaj" zegarek na ścianie wskazywał dwudziestą pierwszą. Louis odwiózł mnie do domu wcześniej zabierając mnie jeszcze na kawę do kawiarni w centrum miasta. Widziałam, że chce ze mną o czymś porozmawiać.
- Co? - spytałam chłopaka, gdy kelnerka, która przyniosła nam napoje odeszła.
- Hm? - zmrużył oczy.
- Co chcesz?
Uśmiechnął się łobuzersko i pokiwał głową.
- Niall jest wolny - oznajmił. - Bierz się za niego.
Zdziwiłam się. Nie przypuszczałam, że może mu wpaść do głowy coś takiego.
- Louis... - westchnęłam.
- Mówię poważnie - rzekł. - Pasujecie do siebie. A Niall od dłuższego czasu jęczy, że ma dość samotności. Zwariować można! Nawet jakąś piosenkę o samotności napisał. Głupek, normalnie. - pokręcił głową z dezaprobatą.
Roześmiałam się i upiłam łyk gorącej kawy.
- Może i Niall mi się podoba, ale ja mu raczej nie - westchnęłam.
Szatyn wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni spodni małą karteczkę.
- Co to? - zdziwiłam się.
- Numer Horan'a. Kazał ci to przekazać.
Wzięłam papier w ręce i przyjrzałam się cyfrom. Wyciągnęłam telefon i szybko zapisałam numer. Louis zapłacił za kawę i wyszliśmy z kawiarni. Na niebie gromadziły się ciemne chmury i zawiał zimny wiatr. Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu.
~ * ~
Zeskoczyłam z parapetu i zamknęłam okno. Zapaliłam światło i wyciągnęłam z kieszeni komórkę. Weszłam w kontakty, pod literką ,,N" ukazało mi się kilka imion, nazwisko i... Niall. Nacisnęłam lewy guziczek i przeszłam do pisania wiadomości:
,,Co u Ciebie? Sophie."
Oddzwonił po chwili.
- Hej, Sophie! - wykrzyknął. - To dobrze, że Lou dał ci numer...
Roześmiałam się cicho.
- Wpadniesz jutro do mnie? - zapytał niespodziewanie.
- Y... co? Nie narażam cię za bardzo?
- Nie, co ty?! Przyjdź śmiało!
- Dobrze... - mruknęłam nieśmiało. - O której być?
- Jestem wolny od pierwszej do szóstej. Może być?
- Jasne. Będę przed drugą.
- Dobrze. Do zobaczenia, Sophie.
Nie odpowiadając rozłączyłam się. Ciężko padłam na łóżko. Miałam wrażenie, że mój żołądek wykręca fikołki. Pragnęłam bliżej poznać Niall'a, ale czułam, że bardzo mocno lubię Louis'a. Nie wiedziałam co robić.
~ * ~
Wyprostowałam włosy i lekko się umalowałam. Ze względu na dzisiejszą, nie najpiękniejszą niestety pogodę, włożyłam długie spodnie i bluzę, po czym wyszłam z domu. Niall mieszkał dość daleko, więc wolałam poczekać na autobus miejski. Po upływie nie więcej niż kwadransa, przy przystanku zatrzymał się czerwony autobus. Dostrzegłam w nim Tamarę. Szybko zajęłam miejsce obok przyjaciółki.
- Zostałam przyjaciółką zespołu! - pisnęłam.
- Jakiego? - zmarszczyła brwi.
- One Direction!
W ciągu sekundy jej twarz zmieniła się z zastanowienia na zdziwienie. Ze zdziwienia na radość.
- Właśnie jadę do Niall'a - dodałam z dumą.
- Uu... - wyszczerzyła się. - Czy już coś... ten teges...? - uniosła dwukrotnie brwi uśmiechając się zadziornie.
- Przyjaźń - mruknęłam.
Autobus zahamował. Pożegnałam się z Tamarą i wyskoczyłam z pojazdu. Ruszyłam w kierunku posiadłości Horan'ów. Gdy wreszcie stanęłam przed ich pięknym domem odrobinę bałam się wejść do środka. Kiedy już zamierzałam zapukać z domu wybiegł Niall omal się ze mną nie zderzając.
- Boże! - krzyknęłam czując jak wierzchem dłoni uderzył mnie w brzuch. Zabolało. - Gdzie pędzisz? - złapałam go za ramię.
- O, cześć! Zamierzałem po ciebie jechać.
- Nie ma potrzeby. Wejdziemy do środka, czy proponujesz spacer? - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Chodź do domu. Coś ci chcę pokazać.
Był bardzo podekscytowany. Jeszcze go takiego nie widziałam. Ruszyłam za blondynem do budynku. Przez korytarz i weszliśmy do jego pokoju. Na łóżku leżała sterta kartek, gitara, długopis, notatnik, ołówek. Na biurko leżały napoczęte naleśniki z czekoladą i bananem.
- Jesteś głodna? Spragniona? - zapytał siadając na łóżku.
- A co mi proponujesz do picia? - zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- Gorąca czekolada, cappuccino, sok pomarańczowy, sok grejpfrutowy, herbata? Wybieraj - wyszczerzył się dopisując coś na jednej z kartek.
- Wystarczy mi sok - mruknęłam podnosząc się. - Jest ktoś w kuchni?
- Nie. Jestem sam w domu. W lodówce jest sok.
Ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam sok z lodówki i zaczęłam szukać jakiejś szklanki. Gdy wreszcie ją znalazłam wlałam do niej pomarańczowy płyn. Schowałam pudełko do lodówki i gdy usłyszałam dobiegające z pokoju Niall'a dźwięki gitary zaczęłam podążać do pomieszczenia w ich rytmie. Usiadłam na łóżku.
- Co chciałeś mi pokazać? - spytałam.
Podał mi kartkę z nutami. To co stworzył było naprawdę dobre. Spojrzałam na tekst. Również mi się spodobał. Słowa płynące prosto z serca przelał na papier. Ponownie wziął gitarę i zaczął grać. I śpiewać. Gdy z jego ust wydobyło się ostatnie słowo utworu, on nadal grał patrząc na mnie z lekkim przygnębieniem.
- Co się stało? - spytałam.
Odłożył gitarę.
- Planowałem, że znajdą tu się jeszcze dwie zwrotki i zaśpiewasz je ty. Ale gdy tylko o tym pomyślałem... moja wena jakby... zniknęła. Nie potrafiłem napisać nic więcej. Miałem nadzieję, że ty... umiesz śpiewać i dajesz radę z pisaniem piosenek...
- Co? Niall! Nie umiem śpiewać, o pisaniu już nie mówiąc! Nie... To zły pomysł.
- Zależy mi. Proszę! Wytwórnia kazała każdemu z nas napisać i zaśpiewać piosenkę w duecie, ale z osobą, która nie należy do zespołu. Ten kto tego nie zrobi... zostanie wyrzucony. Pomożesz mi?
Niall należał do tych, którzy według mnie z zespołu śpiewają najlepiej. On, Louis i Zayn. Musiałam mu pomóc. Bez niego zespół może się rozpaść! Tyle razy pisał piosenki, który później zostawały hitami. Nabrałam powietrza w płuca.
- Pomogę - zgodziłam się. - Daj mi kartkę. Może coś uda mi się z siebie wykrzesać.
Chłopak podał mi kartkę z notatnika, ołówek, gumkę oraz nuty, abym słowa mogła dopasować do melodii. Przez kwadrans napisałam dwa wersy. Byłam skołowana. Ale nie poddawałam się. I już po godzinie podałam Niall'ow kartkę.
- Jedna zwrotka? - uniósł brwi uśmiechając się kwaśno.
- Pomyślałam, że drugą moglibyśmy napisać wspólnie - wzruszyłam ramionami.
Najwyraźniej spodobał mu się ten pomysł, bo uśmiechnął się szczerze i zaczął czytać i poprawiać to co napisałam. Czasem robił miny jakby miał wybuchnąć śmiechem, kiedy indziej uśmiechał się kiwając głową. Robił też dziwne miny i kręcił przecząco. Gdy wręczył mi notatnik... Mówiąc szczerze trudno było cokolwiek z tego wyczytać. Zakreślone wyrazy, jedno na drugim. Kazałam Niall'owi napisać ten tekst jeszcze raz. Zrobił to, a kiedy podał mi kartkę śmiało mogłam stwierdzić, że jego poprawki dużo zdziałały. Te słowa miały sens.
Ostatnią zwrotkę napisał głównie on sam. Ja pomogłam mu tylko zastępować niektóre słowa, które się na przykład powtarzały, bądź nie pasowały w danym miejscu. Gdy piosenka była gotowa zegarek wskazywał siedemnastą.
- Ja się chyba niedługo będę zbierać - rzekłam.
- Czemu? - wziął gitarę.
- Masz czas do osiemnastej, nie?
Skrzywił się. Zaczął grać. Wziął do ręki kartkę i odśpiewał swoje trzy zwrotki. Wyszło mu rewelacyjnie. Refren śpiewaliśmy wspólnie. Mi pozostały dwie końcowe. Starałam się śpiewać i nie słuchać swojego głosu. Ale jeżeli miałam się starać to musiałam go odpowiednio stopniować. Kiedy skończyliśmy musiałam napić się soku. Piosenka nie była zbyt łatwa do zaśpiewania i rozbolało mnie gardło. Niall świetnie sobie poradził. Ale ja...
- Nie umiem śpiewać - skrzywiłam się.
- Wcale nie! Umiesz, tylko musisz potrenować! Tak zawsze jest.
- Nie podlizuj się - zaczepnie zmierzwiłam mu włosy. - Dobra, ja spadam.
Westchnął, ale pożegnał mnie. Miałam nadzieję, że uda mi się złapać autobus, by nie czekać na ten po szóstej.
~ * ~
Położyłam się na łóżku i zakryłam kocem po sam czubek głowy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Tamara zostawiła mi wiadomość:
,,Hej. Nie dzwonię, bo wiem, że jesteś u Niall'a (OMG! Nie mogę w to uwierzyć!!!), ale muszę Ci powiedzieć, że wyjeżdżam do kuzynki na tydzień. Zobaczymy się w szkole!"
To już zupełnie zostałam bez zajęcia. Tydzień? Za tydzień i dwa dni rozpoczęcie roku szkolnego. Nie chciałam narzucać się Horan'owi. Nie wypadało przychodzić do niego dzień w dzień przez kolejne dziewięć dni. Co prawda, Louis też mnie lubił. Zayn'a, Harry'ego i Liam'a nie znałam. A no właśnie! Wypadałoby spędzić z nimi te dziewięć dni? No... prócz niedzieli, bo to nie wypada. Ale poniedziałek spędzić z całą trójką. Wtorek i połowę środy z Harry'm. Drugą połowę środy i czwartek z Zayn'em, a piątek i połowę soboty z Liam'em. Druga połowa zarezerwowana jest dla Louis'a. Niall może odpocząć. Ale zostaje mi jeszcze jedna sobota. Jutrzejsza sobota. Może by tak z cała piątką? Musiałam się tylko z nimi zgadać... A miałam tylko numer Niall'a.
Wykręciłam numer blondyna mając nadzieję, że mimo próby odbierze. Może miał akurat przerwę. Po pięciu sygnałach zrezygnowałam, pocieszając się myśląc, że w wolnej chwili na pewno oddzwoni. Czekałam nie więcej niż kwadrans i po pokoju rozniósł się ulubiony utwór znanego zespołu. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Halo? - mruknęłam.
- Cześć, tu Lou. Niall jest w kiblu i kazał mi do Ciebie oddzwonić. To coś ważnego? - szatyn miał nieco zachrypnięty głos.
- Co robicie jutro? - zagaiłam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
- Ja i Niall? - zainteresował się.
Już zaczęłam, teraz musiałam to kontynuować.
- I Liam, Zayn, oraz Harry.
- Ouh... Jutro w sumie nic. I do końca wakacji nic, bo mamy jakby wolne. Tylko wieczorem zawsze mamy próbę.
O kurde. Nie pomyślałam o tym. Zupełnie wyleciały mi z głowy ich próby. Mogliśmy spędzić razem te dni, ale trochę inaczej. Dla każdego musiałam przeznaczyć połowę dnia, tak żeby drugą połową mogła być próba. W tej opcji znalazłabym czas nawet dla Niall'a.
- Halo?! - w słuchawce usłyszałam głos Louisa przepełniony zdziwieniem. - Jesteś, Sophie?
- Tak, jestem.
- To o co chodzi? Mów, bo Harry mnie już pogania - roześmiał się.
Ręka zaczęła mi drżeć. Nie potrafiłam się skupić, gdy ktoś mnie poganiał. Zestresowałam się.
Kilka wdechów. Zamknęłam oczy.
- Bo chciałabym spędzić jutrzejszy dzień z waszą całą piątką. A następnie po kolei każdy dzień z osobna...
- To znaczy...?
- No na przykład; poniedziałek z Harry'm, wtorek z Liam'em i tak dalej... Rozumiesz? Chciałabym was po prostu bliżej poznać. Obiecuję, że nie zaszkodziłoby to waszym próbom! Jeżeli oczywiście chcecie... Pogadasz z chłopakami? - spytałam błagalnym głosem.
- Poczekaj.
Louis najwyraźniej zakrył słuchawkę dłonią, bo słyszałam jakieś szmery. Ktoś coś mówił. Czekałam, aż znów się odezwie.
- Ty pogadasz. Jutro. Gdzie chciałabyś się spotkać?
No i gdzie niby mielibyśmy się spotkać?! W wesołym miasteczku? W galerii? A może w kawiarni? Mój mózg w tej chwili był zupełnie bezużyteczny. A Lou czekał. I Harry też czekał. Jeżeli ich zirytuję nie będzie sensu spotykania się jutro lub w ogóle kontynuowania tej rozmowy.
Uszczypnęłam się w dłoń i zamknęłam oczy, by móc się lepiej skoncentrować.
W kawiarni przy galerii! To blisko miejsca, w którym urządzają próby.
- Co powiecie na kawiarnię? Tę przy galerii?
- Idealnie. Czternasta?
- Jasne. To cześć!
Rozłączył się. Zapewne z radością.
Padłam na łóżku przyciskając komórkę do piersi. Moje marzenia zaczęły się spełniać.
___
No i jak dwójka? Jest trochę nudniejszy od pierwszego, ale mam nadzieję, że i tak wam się podoba. Nad tym namęczyłam się jakoś bardziej niż nad pierwszym.
To co, dzisiaj ostatnio wtorek wakacji, nie? Szkoda, niestety. Ale szkoła ma też swoje plusy. Spotkacie się ze znajomymi! Ja we wrześniu rozpoczynam naukę w gimnazjum. Trochę się stresuję.
Kolejny rozdział pojawi się gdy pod wpisem będzie minimum 8 komentarzy.
Powodzenia w szkole! ;)
piątek, 17 sierpnia 2012
Rozdział 1
Ponownie spojrzałam na zegarek. Mijała druga godzina od rozpoczęcia koncertu. Zaśpiewali mnóstwo piosenek i muszę przyznać, że nie wszystkie kojarzyłam. Gdy koncert dobiegł końca zespół pożegnał się z fanami i ruszyli rozdawać autografy. Wraz z Tamarą strasznie chciałyśmy mieć podpis każdego z nich. Ruszyłyśmy za kulisy. Nie wiem jak to było możliwe, ale przy drzwiach nie było żadnego ochroniarza.
- Wejść? - spytała Tamara lustrując otwarte białe drzwi.
Wytężyłam słuch słysząc dobiegające z głębi pomieszczenia szmery.
- Jasne - wyszeptałam z ironią. Zapuściłam żurawia zaglądając do środka. Dostrzegłam Harry'ego Stylesa i Louis'a Tomlinsona.
Wejść, czy nie wejść? - myślałam nerwowo. Może by nas wygonili, a może wręcz przeciwnie. I wtedy Tamara zrobiła coś czego robić naprawdę nie powinna. Pchnęła mnie do przodu i tym sposobem obie stałyśmy w pomieszczeniu na przeciwko dwóch wokalistów.
- Yy... - zrobiłam krok w tył i nadeptałam na czyjąś nogę. Widząc, że Tamara stoi przede mną odskoczyłam do przodu, po czym odwróciłam się do tyłu.
Stał przede mną Horan. Najprawdziwszy Niall Horan. Na jego twarzy malował się grymas wywołany bólem stopy.
- O Boże! - wrzasnęłam przeczesując palcami włosy. - Przepraszam... naprawdę przepraszam... - wołałam. - Tak strasznie mi przykro! Jestem taka...
- Cicho... wybaczam ci, jasne? - Niall uniósł brwi uśmiechając się sztucznie. - Jak wy tu weszłyście?!
Spojrzałam wielkimi oczami na Tamarę. Stała pomiędzy Harry'm a Lou przyglądając się im od stóp do głów. Z zespołu zawsze najbardziej lubiła tę dwójkę.
- Drzwi były otwarte, ochroniarza nie było. Zauważyliśmy ich - wskazałam na zakłopotanych chłopaków - i weszłyśmy do środka.
Niall zupełnie zignorował moją odpowiedź i spojrzał na kolegów.
- Liam z Zayn'em nas wołają. Dziewczyny chcą też nasze autografy... - powiedział zdejmując przepoconą koszulkę.
- O Boże... - szepnęłam przytrzymując się przyjaciółki.
Cała trójka spojrzała na mnie z niekrytym zdziwieniem. Blondyn szybko machnął ręką i włożył fioletowy t-shirt. Harry cicho poprosi mnie żebyśmy wyszły, gdyż Niall ponoć miał ostatnio nie najlepszy humor. Gdy drzwi się za nami zatrzasnęły złapałam Tamarę za ręce i ścisnęłam je mocno zaciskając powieki.
- Sophie... uspokój się, dobrze? - wyszeptała przyjaciółka widząc jak po moich polikach spływają pojedyncze łzy. - To, że nas wygonili nie jest powodem do płaczu!
Oderwałam się od Tamary uśmiechając szeroko.
- Czy ty sądzisz, że płaczę, bo nas wyrzucili? To łzy szczęścia! Wreszcie miałam okazję porozmawiać z ulubionymi wokalistami One Direction! Spełniło się moje największe marzenie!
Dziewczyna znowu mnie uściskała. Ruszyłyśmy pod scenę gdzie Liam z Zayn'em rozdawali autografy. Usłyszałam za nami trzy znajome głosy i wkrótce dołączyli do pozostałej dwójki. Na to dziewczyny zareagowały głośnymi piskami, oklaskami i krzykami. Nagle ogarnęła mnie nieopanowana złość. Kilka dziewczyn obrzuciło mnie chłodnymi spojrzeniami. Nie uszło to jednak uwadze chłopakom z zespołu. Ruszyłyśmy z Tamarą na koniec kolejki po autografy.
- Sophie! - usłyszałam czyiś męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam machającego w moją stronę Niall'a Horana. Skąd znał moje imię?! Dlaczego nagle chciał, żebym podeszła, chociaż jeszcze kilka minut temu zabijał mnie wzrokiem? Podeszłyśmy szybko z Tamarą do stolika, przy którym siedziała piątka chłopaków zaczynając od Zayn'a, a kończąc na Niall'u.
- Słucham, Niall? - spytałam wyraźnie akcentując jego imię na co dziewczyny stojące w kolejce bardzo wyraźnie zmarszczyły brwi i ułożyły usta w literę ,,o".
- To byłoby niesprawiedliwe gdybyście teraz poszły na koniec kolejki - odpowiedział za Nialler'a Harry. - Przyszłyście do nas za kulisy narażając się na walkę z Paul'em po autografy, a my i tak wam ich nie daliśmy - westchnął.
- Rzeczywiście - wymamrotała Tamara starając się nadać swojemu głosu smutny ton, ale satysfakcja nie pozwoliła jej na to.
Wyciągnęłam aparat z torby na co Niall zarumienił się. I wtedy coś sobie przypomniałam.
- Oj... Niall... Dziękuję za oddanie aparatu - powiedziałam.
- Nie ma za co - odparł.
Zrobiłam zdjęcie z każdym chłopakiem z zespołu z osobna, a następnie z całą piątką i Tamarą. Dziewczyna kilkanaście zdjęć napstrykała sobie z Lou i Hazzą. Fanki bardzo się niecierpliwiły, ale żadna z nich nie miała zamiaru zrezygnować z autografu i zdjęcia. Nie mogłam poradzić sobie z trzymanymi w rękach rzeczami. Cappuccino kupione chwilę temu, kartki z autografami, aparat i torba na łokciu, która przed chwilą zsunęła się z ramienia. Niestety torowałam drogę jakiejś niewychowanej dziewczynie, która tak bardzo lgnęła do Zayn'a, że potknęła się o moje nogi i obie ległyśmy na ziemi. Usłyszałam salwy śmiechu. Zignorowałam je próbując się podnieść. Pomógł mi w tym Niall. Pozbierałam swoje rzeczy, wrzuciłam je do torebki i pożegnałyśmy się z chłopakami. Ruszyłyśmy na przystanek autobusowy.
Otworzyłam oczy. W pokoju było już zupełnie jasno, a zegar na ścianie wskazywał dziesiątą dwanaście. Wyskoczyłam z przytulnego i nagrzanego łóżka stając przed ogromnym, okrągłym lustrem. Moje włosy sterczały na wszystkie strony. Zapewne od lakieru, którego wczoraj zużyłam pół butelki. Rozczesałam splątane włosy, splotłam je w kłosa i ruszyłam wybrać jakieś ciuchy. Niestety wybór nie był zbyt duży. Ze względu na upał panujący na zewnątrz włożyłam jeansowe ciemne szorty, turkusową bokserkę i długi naszyjnik zakończony moim imieniem. Wyszłam na balon boso. Miałam stamtąd idealny widok na Big Bena i tę piękniejszą część ukochanego Londynu. Mogłabym przesiedzieć na balkonie dłużej, ale otrzymałam sms'a od Tamary:
,,Cześć, Sophie! Śpisz? Przepraszam jeżeli Cię budzę. Miałabyś ochotę na spacer? Śnił ci się Niall? Do zobaczenia!"
Jak na nią ten sms był krótki. Zazwyczaj pisało dłuższe i mniej konkretne wiadomości. Bardzo chciałam się z nią zobaczyć, bo co do jej pytania o ten sen to... Niall śnił mi się dzisiejszej nocy. Nie pamiętam za wiele. Tylko jego twarz. Zeszłam na dół. Rodzice jedli śniadanie.
- Dzień dobry - przywitałam się i wyciągnęłam tosta z tostera. Posmarowałam go masłem, położyłam szynkę i zaczęłam jeść popijając sokiem pomarańczowym.
- Nie jest szybko, bo się zakrztusisz - powiedziała mama parząc herbatę w ulubionym kubku. - Wychodzisz? - spojrzała na mnie z nad okularów.
Skończyłam jeść tosta. Wytarłam usta w ręcznik papierowy i dokończyłam napój.
- Tak. Z Tamarą.
Rodzicielka skinęła tylko głową i wręczyła mi banknot dziesięciodolarowy. Wybiegłam z domu wcześniej zakładając niebieskie koturny. Napisałam Tamarze sms'a:
,,Tak, wyjdę. Wszystko opowiem ci na spacerze. Spotkajmy się pod Twoim domem."
Po niecałych pięciu minutach stałam przy furtce Stevens'ów. Puściłam przyjaciółce sygnał i już po chwili wybiegła z domu w kwiecistej sukience i słomianym kapeluszu. Ona zawsze była taka dziewczęca i miała większe powodzenie u chłopaków. Na przywitanie przytuliłyśmy się mocno. Podążałyśmy w kierunku centrum handlowego, gdy Tamara nagle coś zauważyła.
- O Boże, Sophie! - wrzasnęła przystając.
- Co się stało?! - wystraszyłam się.
Przyjaciółka wskazała na moją prawą dłonią ozdobioną mnóstwem bransoletek. Nie zauważyłam nic nadzwyczajnego.
- Co? - wzruszyłam ramionami.
- Twoja bransoletka. Ta niebieska!
Przyjrzałam się ozdobie i doznałam szoku. Ta bransoletka... nie należała do mnie. Co prawda są robione na zamówienie z wygrawerowanym imieniem w każdym centrum, ale wcale nie tak dużo osób ją ma. Na bransoletce widniało imię ,,Niall". Już na koncercie zauważyłam tę bransoletkę. Rzuciła mi się w oczy. Nie dostrzegłam wtedy imienia, ale teraz widziałam je wyraźnie. Gdy Niall pomagał mi wstać obie bransoletki spadły na ziemię i zapewne wtedy je pomyliliśmy.
- Co mam zrobić? - przeczesałam palcami włosy.
- To tylko bransoletka - Tamara uspokoiła się i machnęła dłonią. Ruszyła naprzód.
- Nie mogę tak! - zatrzymałam ją. - Muszę ją oddać!
Przyjaciółka na moment zamknęła oczy i złożyła ręce jak do modlitwy. Uchyliła powieki, pytając z politowaniem:
- A wiesz w ogóle gdzie mieszkają Horan'owie?
Pokręciłam głową. Nie wiedziałam co robić. Pozostało mi tylko szukać, któregoś z chłopaków z zespołu i tak dostać się do Niall'a. Najpierw postanowiłyśmy, że w południe przeszukamy restauracje i kawiarnie.
Nie znalazłyśmy go. Całe popołudnie spędziłyśmy na szukaniu któregoś z zespołu. Na nic. Wieczorem mama poprosiła mnie, bym poszła na niewielkie zakupy do pobliskiego marketu. Wybierałam właśnie herbatę, gdy dostrzegłam znajomą sylwetkę.
- Louis! - zawołałam.
Chłopak błyskawicznie wyskoczył zza regału i przyłożył palec do ust poprawiając włosy schowane pod czapką. Włożyłam herbatę i kawę do koszyka nie spuszczając wzroku z szatyna.
- Cicho... - szepnął podchodząc bliżej mnie. - Muszę zrobić zakupy, a boję się, że ktoś mnie rozpozna! Wiesz jakie to straszne, Sally? - uniósł brwi.
Zmierzyłam go wzrokiem, zirytowana.
- Sophie - poprawiłam. - Wiesz może gdzie jest Niall? - ruszyłam do działu ze słodyczami.
Chłopak dorównał mi kroku. Zamyślił się.
- Gdzie może być Horan? - zapytał sam siebie drapiąc się po brodzie. - Sprawdzałaś u niego w domu?
- W domu?! - spojrzałam oszołomiona na chłopaka. - A skąd ja mam wiedzieć gdzie on mieszka?!
Lou wyraźnie zdziwiony odłożył czekoladowe ciastka na miejsce i spojrzał mi w oczy. Żeby zrobić to samo musiałam spojrzeć w górę.
- Myślałem, że jesteście przyjaciółmi - wyznał. - Co prawda mówił o tobie tylko po koncercie, ale mówił tak, że miałem powody, by tak sądzić.
- Rozumiem - wrzuciłam do koszyka paczkę biszkoptów, nutellę i dżem. - Ja jestem tylko jego fanką... - mruknęłam nie spoglądając na Tomlinsona.
Cofnął się o krok wypuszczając powietrze ze świstem.
- Serio? No, ale wiesz... nie taką, która...
- Nie! No co ty?! - oburzyłam się. - Po prostu od dawna bardzo lubiłam wasz zespół. To, że Niall na koncercie podał mi mój aparat, lub to, że weszłyśmy za kulisy... to był zupełny przypadek! Ale potem Niall mnie zawołał. To jego wina...
- Nie, no spoko - uśmiechnął się znów podchodząc. - Zaprowadzić cię do Horan'ów?
- Jeżeli to nie kłopot.
Ruszyliśmy do kasy. Na widok Louis'a kasjerka uważnie prześwidrowała go wzrokiem szepcząc, że skądś go kojarzy. Gdy Lou zapłacił za swoje zakupy szybko wybiegliśmy z marketu. Na parkingu przed budynkiem stał sportowy, czarny samochód, do którego podbiegł Louis.
- Wsiadasz? - zapytał.
Uniosłam siatkę z zakupami.
- Muszę odnieść to mamie - wytłumaczyłam.
- Podwiozę cię. Odstawisz zakupy i pojedziemy do Niall'a.
- Jasne - wsiadłam na przednie siedzenie pasażera i zapięłam pas. Podałam chłopakowi mój adres.
Louis ruszył z parkingu z piskiem opon. Nie wiedziałam, że taki z niego pirat drogowy, do póki kilku kierowców nie zatrąbiło na niego na drodze. Po niecałych dwóch minutach pojazd Tomlinsona zatrzymał się pod moim domem. Szatyn zaczekał na dole, a ja pobiegłam dać mamie zakupy. Gdy znowu byłam na dole, Louis kończył palić papierosa.
- Palacz - skwitowałam wsiadając do samochodu.
Zdeptał peta czubkiem buta i zajął miejsce przed kierownicą.
- Z zespołu nie pali tylko Liam - mruknął. - Nie wiesz? - odszukał swoimi niebieskimi oczami mojego wzroku.
- Teraz wiem - uśmiechając się uciekłam wzrokiem na ulicę. - Jedziemy? - niecierpliwiłam się. Obróciłam na nadgarstku niebieską bransoletkę.
Louis spojrzał na nią, ale chyba nie zauważył imienia, bo zapytał:
- A co chcesz od Niall'a?
- Przypadkowo zamieniliśmy się bransoletkami - westchnęłam wzruszając ramionami.
Chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem i ruszył z podjazdu. Nagle zadzwonił jego telefon. Udało mi się zobaczyć wyświetlone na ekranie telefonu imię ,,Harry". Uśmiechnęłam się w myślach. Lou odebrał, ale mruczał ciągle tylko jakieś ,,mhm". Dopiero na końcu, powiedział, że będzie.
- Co chciał? - zapytałam, choć wiedziałam, że nie powinnam.
- Próba - odparł. - Pojedziesz z nami? Nie ma czasu. W samochodzie pogadasz z Niall'em - powiedział.
Przewróciłam oczami krzyżując ręce na piersi. Ale musiałam to zrozumieć. Mieli zespół. I miliony fanek. Nie mogli opuścić ani jednej próby ze względu na mnie. Czułabym się winna.
- Wy coś kręcicie... - mruknął nagle chłopak.
- Co?! - oburzyłam się. - Nie! My się ledwo znamy! Muszę mu oddać bransoletkę.
- Ta - dodał gazu. Nagle pojazd zatrzymał się przed pięknym domem. - Wiem, że coś do niego czujesz - dodał i wysiadł z samochodu.
Zrobiłam to samo. Nie odpowiadając na jego głupią zaczepkę ruszyłam za nim. Budynek wewnątrz był równie piękny jak na zewnątrz. Duże pomieszczenia, piękne schody, obrazy, lustra, ozdoby. Byłam pod wrażeniem. Louis jednymi z krętych schodów pobiegł na górę. Gdy zatrzymaliśmy się na górze zapukał do jednych z drzwi. Otworzył nam wysoki chłopak. Miał ciemne włosy i nie wyglądał na nastolatka.
- Siema, Greg! - przywitał się Lou.
- No siema, siema - odparł tamten. - Co jest?
- Jest Niall?
- No. Wejdźcie - otworzył szerzej drzwi mierząc mnie wzrokiem.
Ze sporego przedpokoju ruszyliśmy szerokim i długim korytarzem do pokoju Niall'a, z którego dobiegały dźwięki gitary. Zapukałam środkowym palcem. Instrument ucichł. Usłyszałam kroki. Drzwi się otworzyły. Na mój widok Niall najpierw się skrzywił, potem zmieszał, a dopiero na koniec uśmiechnął. Gdy weszliśmy do pokoju zauważył Louis'a, który wcześniej chyba poszedł pogadać z Greg'iem.
- Sophie, tak? - upewnił się, a gdy przytaknęłam kontynuował: - Co tu robisz? I to z... nim... - skrzywił się, a widząc minę Louis'a roześmiał się.
- Patrz na siebie - prychnął ,,oburzony" Lou. - Idę do Greg'a. Nie będę wam przeszkadzać. Yy... - spojrzał na blondyna - Zaraz jedziemy na próbę!
Uśmiechnęłam się w podzięce. Gdy drzwi się za nim zamknęły zwróciłam się do Niall'a.
- Jak pewnie zauważyłeś zamieniliśmy się bransoletkami. Nie wiem... dość dziwne, ale szukałam cię wszędzie, bo koniecznie chciałam ci ją oddać.
- Dlaczego? - roześmiał się.
- Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami ściągając ozdobę z nadgarstka. Podałam ją blondynowi, a on oddał moją. - Dziwny wypadek - skwitowałam.
Niall uśmiechnął się szeroko, a lazurowe oczy błysnęły szczęściem.
- To nie wypadek - powiedział. - Zrobiłem to celowo.
Zamurowało mnie. Czy to miało jakikolwiek sens?
- Ale... po co? - uśmiechnęłam się z zakłopotaniem.
- Bo chciałem cię jeszcze spotkać - odpowiedział.
Moje usta rozszerzyły się w szczerym uśmiechu. Jego piękne oczy wpatrywały się w moje. Próbowałam w nich coś odnaleźć. I odnalazłam.
Fascynację.
_____
Mam nadzieje że podoba wam się nowy nagłówek. Wykonała go moja współprowadząca Andzia (ulicznyflowxd). Nad rozdziałem pracowałam kilka dni i mi osobiście bardzo się podoba. Ale wydaje mi się, że troszkę za dużo tu Louis'a. Zobaczymy co będzie w kolejnej części. Pozdrawiamy, Emi i Andzia!
- Wejść? - spytała Tamara lustrując otwarte białe drzwi.
Wytężyłam słuch słysząc dobiegające z głębi pomieszczenia szmery.
- Jasne - wyszeptałam z ironią. Zapuściłam żurawia zaglądając do środka. Dostrzegłam Harry'ego Stylesa i Louis'a Tomlinsona.
Wejść, czy nie wejść? - myślałam nerwowo. Może by nas wygonili, a może wręcz przeciwnie. I wtedy Tamara zrobiła coś czego robić naprawdę nie powinna. Pchnęła mnie do przodu i tym sposobem obie stałyśmy w pomieszczeniu na przeciwko dwóch wokalistów.
- Yy... - zrobiłam krok w tył i nadeptałam na czyjąś nogę. Widząc, że Tamara stoi przede mną odskoczyłam do przodu, po czym odwróciłam się do tyłu.
Stał przede mną Horan. Najprawdziwszy Niall Horan. Na jego twarzy malował się grymas wywołany bólem stopy.
- O Boże! - wrzasnęłam przeczesując palcami włosy. - Przepraszam... naprawdę przepraszam... - wołałam. - Tak strasznie mi przykro! Jestem taka...
- Cicho... wybaczam ci, jasne? - Niall uniósł brwi uśmiechając się sztucznie. - Jak wy tu weszłyście?!
Spojrzałam wielkimi oczami na Tamarę. Stała pomiędzy Harry'm a Lou przyglądając się im od stóp do głów. Z zespołu zawsze najbardziej lubiła tę dwójkę.
- Drzwi były otwarte, ochroniarza nie było. Zauważyliśmy ich - wskazałam na zakłopotanych chłopaków - i weszłyśmy do środka.
Niall zupełnie zignorował moją odpowiedź i spojrzał na kolegów.
- Liam z Zayn'em nas wołają. Dziewczyny chcą też nasze autografy... - powiedział zdejmując przepoconą koszulkę.
- O Boże... - szepnęłam przytrzymując się przyjaciółki.
Cała trójka spojrzała na mnie z niekrytym zdziwieniem. Blondyn szybko machnął ręką i włożył fioletowy t-shirt. Harry cicho poprosi mnie żebyśmy wyszły, gdyż Niall ponoć miał ostatnio nie najlepszy humor. Gdy drzwi się za nami zatrzasnęły złapałam Tamarę za ręce i ścisnęłam je mocno zaciskając powieki.
- Sophie... uspokój się, dobrze? - wyszeptała przyjaciółka widząc jak po moich polikach spływają pojedyncze łzy. - To, że nas wygonili nie jest powodem do płaczu!
Oderwałam się od Tamary uśmiechając szeroko.
- Czy ty sądzisz, że płaczę, bo nas wyrzucili? To łzy szczęścia! Wreszcie miałam okazję porozmawiać z ulubionymi wokalistami One Direction! Spełniło się moje największe marzenie!
Dziewczyna znowu mnie uściskała. Ruszyłyśmy pod scenę gdzie Liam z Zayn'em rozdawali autografy. Usłyszałam za nami trzy znajome głosy i wkrótce dołączyli do pozostałej dwójki. Na to dziewczyny zareagowały głośnymi piskami, oklaskami i krzykami. Nagle ogarnęła mnie nieopanowana złość. Kilka dziewczyn obrzuciło mnie chłodnymi spojrzeniami. Nie uszło to jednak uwadze chłopakom z zespołu. Ruszyłyśmy z Tamarą na koniec kolejki po autografy.
- Sophie! - usłyszałam czyiś męski głos.
Odwróciłam się i ujrzałam machającego w moją stronę Niall'a Horana. Skąd znał moje imię?! Dlaczego nagle chciał, żebym podeszła, chociaż jeszcze kilka minut temu zabijał mnie wzrokiem? Podeszłyśmy szybko z Tamarą do stolika, przy którym siedziała piątka chłopaków zaczynając od Zayn'a, a kończąc na Niall'u.
- Słucham, Niall? - spytałam wyraźnie akcentując jego imię na co dziewczyny stojące w kolejce bardzo wyraźnie zmarszczyły brwi i ułożyły usta w literę ,,o".
- To byłoby niesprawiedliwe gdybyście teraz poszły na koniec kolejki - odpowiedział za Nialler'a Harry. - Przyszłyście do nas za kulisy narażając się na walkę z Paul'em po autografy, a my i tak wam ich nie daliśmy - westchnął.
- Rzeczywiście - wymamrotała Tamara starając się nadać swojemu głosu smutny ton, ale satysfakcja nie pozwoliła jej na to.
Wyciągnęłam aparat z torby na co Niall zarumienił się. I wtedy coś sobie przypomniałam.
- Oj... Niall... Dziękuję za oddanie aparatu - powiedziałam.
- Nie ma za co - odparł.
Zrobiłam zdjęcie z każdym chłopakiem z zespołu z osobna, a następnie z całą piątką i Tamarą. Dziewczyna kilkanaście zdjęć napstrykała sobie z Lou i Hazzą. Fanki bardzo się niecierpliwiły, ale żadna z nich nie miała zamiaru zrezygnować z autografu i zdjęcia. Nie mogłam poradzić sobie z trzymanymi w rękach rzeczami. Cappuccino kupione chwilę temu, kartki z autografami, aparat i torba na łokciu, która przed chwilą zsunęła się z ramienia. Niestety torowałam drogę jakiejś niewychowanej dziewczynie, która tak bardzo lgnęła do Zayn'a, że potknęła się o moje nogi i obie ległyśmy na ziemi. Usłyszałam salwy śmiechu. Zignorowałam je próbując się podnieść. Pomógł mi w tym Niall. Pozbierałam swoje rzeczy, wrzuciłam je do torebki i pożegnałyśmy się z chłopakami. Ruszyłyśmy na przystanek autobusowy.
~ * ~
Otworzyłam oczy. W pokoju było już zupełnie jasno, a zegar na ścianie wskazywał dziesiątą dwanaście. Wyskoczyłam z przytulnego i nagrzanego łóżka stając przed ogromnym, okrągłym lustrem. Moje włosy sterczały na wszystkie strony. Zapewne od lakieru, którego wczoraj zużyłam pół butelki. Rozczesałam splątane włosy, splotłam je w kłosa i ruszyłam wybrać jakieś ciuchy. Niestety wybór nie był zbyt duży. Ze względu na upał panujący na zewnątrz włożyłam jeansowe ciemne szorty, turkusową bokserkę i długi naszyjnik zakończony moim imieniem. Wyszłam na balon boso. Miałam stamtąd idealny widok na Big Bena i tę piękniejszą część ukochanego Londynu. Mogłabym przesiedzieć na balkonie dłużej, ale otrzymałam sms'a od Tamary:
,,Cześć, Sophie! Śpisz? Przepraszam jeżeli Cię budzę. Miałabyś ochotę na spacer? Śnił ci się Niall? Do zobaczenia!"
Jak na nią ten sms był krótki. Zazwyczaj pisało dłuższe i mniej konkretne wiadomości. Bardzo chciałam się z nią zobaczyć, bo co do jej pytania o ten sen to... Niall śnił mi się dzisiejszej nocy. Nie pamiętam za wiele. Tylko jego twarz. Zeszłam na dół. Rodzice jedli śniadanie.
- Dzień dobry - przywitałam się i wyciągnęłam tosta z tostera. Posmarowałam go masłem, położyłam szynkę i zaczęłam jeść popijając sokiem pomarańczowym.
- Nie jest szybko, bo się zakrztusisz - powiedziała mama parząc herbatę w ulubionym kubku. - Wychodzisz? - spojrzała na mnie z nad okularów.
Skończyłam jeść tosta. Wytarłam usta w ręcznik papierowy i dokończyłam napój.
- Tak. Z Tamarą.
Rodzicielka skinęła tylko głową i wręczyła mi banknot dziesięciodolarowy. Wybiegłam z domu wcześniej zakładając niebieskie koturny. Napisałam Tamarze sms'a:
,,Tak, wyjdę. Wszystko opowiem ci na spacerze. Spotkajmy się pod Twoim domem."
Po niecałych pięciu minutach stałam przy furtce Stevens'ów. Puściłam przyjaciółce sygnał i już po chwili wybiegła z domu w kwiecistej sukience i słomianym kapeluszu. Ona zawsze była taka dziewczęca i miała większe powodzenie u chłopaków. Na przywitanie przytuliłyśmy się mocno. Podążałyśmy w kierunku centrum handlowego, gdy Tamara nagle coś zauważyła.
- O Boże, Sophie! - wrzasnęła przystając.
- Co się stało?! - wystraszyłam się.
Przyjaciółka wskazała na moją prawą dłonią ozdobioną mnóstwem bransoletek. Nie zauważyłam nic nadzwyczajnego.
- Co? - wzruszyłam ramionami.
- Twoja bransoletka. Ta niebieska!
Przyjrzałam się ozdobie i doznałam szoku. Ta bransoletka... nie należała do mnie. Co prawda są robione na zamówienie z wygrawerowanym imieniem w każdym centrum, ale wcale nie tak dużo osób ją ma. Na bransoletce widniało imię ,,Niall". Już na koncercie zauważyłam tę bransoletkę. Rzuciła mi się w oczy. Nie dostrzegłam wtedy imienia, ale teraz widziałam je wyraźnie. Gdy Niall pomagał mi wstać obie bransoletki spadły na ziemię i zapewne wtedy je pomyliliśmy.
- Co mam zrobić? - przeczesałam palcami włosy.
- To tylko bransoletka - Tamara uspokoiła się i machnęła dłonią. Ruszyła naprzód.
- Nie mogę tak! - zatrzymałam ją. - Muszę ją oddać!
Przyjaciółka na moment zamknęła oczy i złożyła ręce jak do modlitwy. Uchyliła powieki, pytając z politowaniem:
- A wiesz w ogóle gdzie mieszkają Horan'owie?
Pokręciłam głową. Nie wiedziałam co robić. Pozostało mi tylko szukać, któregoś z chłopaków z zespołu i tak dostać się do Niall'a. Najpierw postanowiłyśmy, że w południe przeszukamy restauracje i kawiarnie.
~ * ~
Nie znalazłyśmy go. Całe popołudnie spędziłyśmy na szukaniu któregoś z zespołu. Na nic. Wieczorem mama poprosiła mnie, bym poszła na niewielkie zakupy do pobliskiego marketu. Wybierałam właśnie herbatę, gdy dostrzegłam znajomą sylwetkę.
- Louis! - zawołałam.
Chłopak błyskawicznie wyskoczył zza regału i przyłożył palec do ust poprawiając włosy schowane pod czapką. Włożyłam herbatę i kawę do koszyka nie spuszczając wzroku z szatyna.
- Cicho... - szepnął podchodząc bliżej mnie. - Muszę zrobić zakupy, a boję się, że ktoś mnie rozpozna! Wiesz jakie to straszne, Sally? - uniósł brwi.
Zmierzyłam go wzrokiem, zirytowana.
- Sophie - poprawiłam. - Wiesz może gdzie jest Niall? - ruszyłam do działu ze słodyczami.
Chłopak dorównał mi kroku. Zamyślił się.
- Gdzie może być Horan? - zapytał sam siebie drapiąc się po brodzie. - Sprawdzałaś u niego w domu?
- W domu?! - spojrzałam oszołomiona na chłopaka. - A skąd ja mam wiedzieć gdzie on mieszka?!
Lou wyraźnie zdziwiony odłożył czekoladowe ciastka na miejsce i spojrzał mi w oczy. Żeby zrobić to samo musiałam spojrzeć w górę.
- Myślałem, że jesteście przyjaciółmi - wyznał. - Co prawda mówił o tobie tylko po koncercie, ale mówił tak, że miałem powody, by tak sądzić.
- Rozumiem - wrzuciłam do koszyka paczkę biszkoptów, nutellę i dżem. - Ja jestem tylko jego fanką... - mruknęłam nie spoglądając na Tomlinsona.
Cofnął się o krok wypuszczając powietrze ze świstem.
- Serio? No, ale wiesz... nie taką, która...
- Nie! No co ty?! - oburzyłam się. - Po prostu od dawna bardzo lubiłam wasz zespół. To, że Niall na koncercie podał mi mój aparat, lub to, że weszłyśmy za kulisy... to był zupełny przypadek! Ale potem Niall mnie zawołał. To jego wina...
- Nie, no spoko - uśmiechnął się znów podchodząc. - Zaprowadzić cię do Horan'ów?
- Jeżeli to nie kłopot.
Ruszyliśmy do kasy. Na widok Louis'a kasjerka uważnie prześwidrowała go wzrokiem szepcząc, że skądś go kojarzy. Gdy Lou zapłacił za swoje zakupy szybko wybiegliśmy z marketu. Na parkingu przed budynkiem stał sportowy, czarny samochód, do którego podbiegł Louis.
- Wsiadasz? - zapytał.
Uniosłam siatkę z zakupami.
- Muszę odnieść to mamie - wytłumaczyłam.
- Podwiozę cię. Odstawisz zakupy i pojedziemy do Niall'a.
- Jasne - wsiadłam na przednie siedzenie pasażera i zapięłam pas. Podałam chłopakowi mój adres.
Louis ruszył z parkingu z piskiem opon. Nie wiedziałam, że taki z niego pirat drogowy, do póki kilku kierowców nie zatrąbiło na niego na drodze. Po niecałych dwóch minutach pojazd Tomlinsona zatrzymał się pod moim domem. Szatyn zaczekał na dole, a ja pobiegłam dać mamie zakupy. Gdy znowu byłam na dole, Louis kończył palić papierosa.
- Palacz - skwitowałam wsiadając do samochodu.
Zdeptał peta czubkiem buta i zajął miejsce przed kierownicą.
- Z zespołu nie pali tylko Liam - mruknął. - Nie wiesz? - odszukał swoimi niebieskimi oczami mojego wzroku.
- Teraz wiem - uśmiechając się uciekłam wzrokiem na ulicę. - Jedziemy? - niecierpliwiłam się. Obróciłam na nadgarstku niebieską bransoletkę.
Louis spojrzał na nią, ale chyba nie zauważył imienia, bo zapytał:
- A co chcesz od Niall'a?
- Przypadkowo zamieniliśmy się bransoletkami - westchnęłam wzruszając ramionami.
Chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem i ruszył z podjazdu. Nagle zadzwonił jego telefon. Udało mi się zobaczyć wyświetlone na ekranie telefonu imię ,,Harry". Uśmiechnęłam się w myślach. Lou odebrał, ale mruczał ciągle tylko jakieś ,,mhm". Dopiero na końcu, powiedział, że będzie.
- Co chciał? - zapytałam, choć wiedziałam, że nie powinnam.
- Próba - odparł. - Pojedziesz z nami? Nie ma czasu. W samochodzie pogadasz z Niall'em - powiedział.
Przewróciłam oczami krzyżując ręce na piersi. Ale musiałam to zrozumieć. Mieli zespół. I miliony fanek. Nie mogli opuścić ani jednej próby ze względu na mnie. Czułabym się winna.
- Wy coś kręcicie... - mruknął nagle chłopak.
- Co?! - oburzyłam się. - Nie! My się ledwo znamy! Muszę mu oddać bransoletkę.
- Ta - dodał gazu. Nagle pojazd zatrzymał się przed pięknym domem. - Wiem, że coś do niego czujesz - dodał i wysiadł z samochodu.
Zrobiłam to samo. Nie odpowiadając na jego głupią zaczepkę ruszyłam za nim. Budynek wewnątrz był równie piękny jak na zewnątrz. Duże pomieszczenia, piękne schody, obrazy, lustra, ozdoby. Byłam pod wrażeniem. Louis jednymi z krętych schodów pobiegł na górę. Gdy zatrzymaliśmy się na górze zapukał do jednych z drzwi. Otworzył nam wysoki chłopak. Miał ciemne włosy i nie wyglądał na nastolatka.
- Siema, Greg! - przywitał się Lou.
- No siema, siema - odparł tamten. - Co jest?
- Jest Niall?
- No. Wejdźcie - otworzył szerzej drzwi mierząc mnie wzrokiem.
Ze sporego przedpokoju ruszyliśmy szerokim i długim korytarzem do pokoju Niall'a, z którego dobiegały dźwięki gitary. Zapukałam środkowym palcem. Instrument ucichł. Usłyszałam kroki. Drzwi się otworzyły. Na mój widok Niall najpierw się skrzywił, potem zmieszał, a dopiero na koniec uśmiechnął. Gdy weszliśmy do pokoju zauważył Louis'a, który wcześniej chyba poszedł pogadać z Greg'iem.
- Sophie, tak? - upewnił się, a gdy przytaknęłam kontynuował: - Co tu robisz? I to z... nim... - skrzywił się, a widząc minę Louis'a roześmiał się.
- Patrz na siebie - prychnął ,,oburzony" Lou. - Idę do Greg'a. Nie będę wam przeszkadzać. Yy... - spojrzał na blondyna - Zaraz jedziemy na próbę!
Uśmiechnęłam się w podzięce. Gdy drzwi się za nim zamknęły zwróciłam się do Niall'a.
- Jak pewnie zauważyłeś zamieniliśmy się bransoletkami. Nie wiem... dość dziwne, ale szukałam cię wszędzie, bo koniecznie chciałam ci ją oddać.
- Dlaczego? - roześmiał się.
- Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami ściągając ozdobę z nadgarstka. Podałam ją blondynowi, a on oddał moją. - Dziwny wypadek - skwitowałam.
Niall uśmiechnął się szeroko, a lazurowe oczy błysnęły szczęściem.
- To nie wypadek - powiedział. - Zrobiłem to celowo.
Zamurowało mnie. Czy to miało jakikolwiek sens?
- Ale... po co? - uśmiechnęłam się z zakłopotaniem.
- Bo chciałem cię jeszcze spotkać - odpowiedział.
Moje usta rozszerzyły się w szczerym uśmiechu. Jego piękne oczy wpatrywały się w moje. Próbowałam w nich coś odnaleźć. I odnalazłam.
Fascynację.
_____
Mam nadzieje że podoba wam się nowy nagłówek. Wykonała go moja współprowadząca Andzia (ulicznyflowxd). Nad rozdziałem pracowałam kilka dni i mi osobiście bardzo się podoba. Ale wydaje mi się, że troszkę za dużo tu Louis'a. Zobaczymy co będzie w kolejnej części. Pozdrawiamy, Emi i Andzia!
sobota, 11 sierpnia 2012
Prolog
To miał być najpiękniejszy dzień w moim życiu. Tamara od miesiąca namawiała mnie, żebyśmy wybrały się na koncert znanego zespołu. I chociaż dowiedziałam się o nim dopiero pół roku temu już byłam ich wielką fanką. Przez cały lipiec odkładałam pieniądze na bilet.
Wreszcie się udało. Wsiadłyśmy w autobus i ruszyłyśmy na koncert w centrum Londynu. One Direction mieli zakończyć dzisiejszego dnia swoją trasę koncertową. Tamara wyglądała cudownie w swojej nowej sukience. Nie zdziwię się jeżeli, któryś z nich poprosi ją na scenę. Ja jak zwykle nie stroiłam się za bardzo.
Autobus zatrzymał się na przystanku, z którego dostrzegłyśmy tłum ludzi. Większość z nich to piszczące dziewczyny. Właśnie podchodziłyśmy do bramki z biletami, gdy dostrzegłam wchodzących na scenę chłopaków. Ścisnęłam ramię przyjaciółki.
- Co? - warknęła Tamara.
- Patrz! Wyszli! - wrzasnęłam uśmiechając się szeroko.
Przebiłyśmy się przez tłum. Słyszałam już pierwsze słowa ich najpopularniejszego utworu. Przepychałyśmy się łokciami i wreszcie.... stanęłyśmy pod samą sceną. Wyciągnęłam z torebki aparat i zaczęłam kręcić wideo.
Nagle ktoś uderzył mnie w plecy. Aparat wypadł z rąk i wylądował na scenie tuż pod nogami Niall'a Horana. Próbowałam wyciągnąć rękę i go chwycić, ale to na nic. Leżał za daleko. W dodatku Paul - ich ochroniarz ciągle mnie odpychał myśląc, że próbuję dostać się na scenę. Pożegnałam się już z aparatem, gdy nagle...
Przede mną pojawiła się wyciągnięta dłoń z moim ukochanym aparatem. Gula urosła mi w gardle sprawiając, że nie potrafiłam wykrztusić nawet głupiego ,,dziękuję". Spojrzałam w górę i dostrzegłam niebieskookiego blondyna. Złapałam za sprzęt i skinęłam głową uśmiechając się najlepszym z wyćwiczonych uśmiechów. Odwzajemnił uśmiech i wrócił z powrotem na środek sceny. Liam stojący obok szepnął mu coś na ucho spoglądając na mnie. Niall tylko uśmiechnął się lekko i wykrzyczał ostatnie słowa piosenki wraz z resztą zespołu.
____
Rozdziały postaram się dodawać często, ale to będzie zależało od statystyki ;). Myślę, że prolog wam się spodobał. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą częścią zostawcie w komentarzu adres swojego bloga/nick na glitery, a z przyjemnością poinformuję was. Co do blogów z chęcią zajrzę na wasze ;).
Wreszcie się udało. Wsiadłyśmy w autobus i ruszyłyśmy na koncert w centrum Londynu. One Direction mieli zakończyć dzisiejszego dnia swoją trasę koncertową. Tamara wyglądała cudownie w swojej nowej sukience. Nie zdziwię się jeżeli, któryś z nich poprosi ją na scenę. Ja jak zwykle nie stroiłam się za bardzo.
Autobus zatrzymał się na przystanku, z którego dostrzegłyśmy tłum ludzi. Większość z nich to piszczące dziewczyny. Właśnie podchodziłyśmy do bramki z biletami, gdy dostrzegłam wchodzących na scenę chłopaków. Ścisnęłam ramię przyjaciółki.
- Co? - warknęła Tamara.
- Patrz! Wyszli! - wrzasnęłam uśmiechając się szeroko.
Przebiłyśmy się przez tłum. Słyszałam już pierwsze słowa ich najpopularniejszego utworu. Przepychałyśmy się łokciami i wreszcie.... stanęłyśmy pod samą sceną. Wyciągnęłam z torebki aparat i zaczęłam kręcić wideo.
Nagle ktoś uderzył mnie w plecy. Aparat wypadł z rąk i wylądował na scenie tuż pod nogami Niall'a Horana. Próbowałam wyciągnąć rękę i go chwycić, ale to na nic. Leżał za daleko. W dodatku Paul - ich ochroniarz ciągle mnie odpychał myśląc, że próbuję dostać się na scenę. Pożegnałam się już z aparatem, gdy nagle...
Przede mną pojawiła się wyciągnięta dłoń z moim ukochanym aparatem. Gula urosła mi w gardle sprawiając, że nie potrafiłam wykrztusić nawet głupiego ,,dziękuję". Spojrzałam w górę i dostrzegłam niebieskookiego blondyna. Złapałam za sprzęt i skinęłam głową uśmiechając się najlepszym z wyćwiczonych uśmiechów. Odwzajemnił uśmiech i wrócił z powrotem na środek sceny. Liam stojący obok szepnął mu coś na ucho spoglądając na mnie. Niall tylko uśmiechnął się lekko i wykrzyczał ostatnie słowa piosenki wraz z resztą zespołu.
____
Rozdziały postaram się dodawać często, ale to będzie zależało od statystyki ;). Myślę, że prolog wam się spodobał. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą częścią zostawcie w komentarzu adres swojego bloga/nick na glitery, a z przyjemnością poinformuję was. Co do blogów z chęcią zajrzę na wasze ;).
Subskrybuj:
Posty (Atom)