wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 2

   Lunął rzęsisty deszcz. Podkuliłam nogi pod brodę i zamknęłam pamiętnik. Siedziałam na parapecie, okno było uchylone, by dym wylatujący z papierosa trzymanego w mojej dłoni mógł szybko opuścić ciemny pokój. Zapowiadało się na burzę. Rzuciłam pamiętnik na biurko i zaciągnęłam się tym paskudztwem. Odkaszlnęłam klepiąc się w klatkę piersiową. Wyrzuciłam peta przez okno. Gdyby Lou mnie teraz widział...

~ * ~

   Próba trwała do późna, a ja siedząc na niewygodnym krześle niemalże umierałam z nudów. Gdy Harry oznajmił, że ,,koniec na dzisiaj" zegarek na ścianie wskazywał dwudziestą pierwszą. Louis odwiózł mnie do domu wcześniej zabierając mnie jeszcze na kawę do kawiarni w centrum miasta. Widziałam, że chce ze mną o czymś porozmawiać.
   - Co? - spytałam chłopaka, gdy kelnerka, która przyniosła nam napoje odeszła.
   - Hm? - zmrużył oczy.
   - Co chcesz?
   Uśmiechnął się łobuzersko i pokiwał głową.
   - Niall jest wolny - oznajmił. - Bierz się za niego.
   Zdziwiłam się. Nie przypuszczałam, że może mu wpaść do głowy coś takiego.
   - Louis... - westchnęłam.
   - Mówię poważnie - rzekł. - Pasujecie do siebie. A Niall od dłuższego czasu jęczy, że ma dość samotności. Zwariować można! Nawet jakąś piosenkę o samotności napisał. Głupek, normalnie. - pokręcił głową z dezaprobatą.
   Roześmiałam się i upiłam łyk gorącej kawy.
   - Może i Niall mi się podoba, ale ja mu raczej nie - westchnęłam.
   Szatyn wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni spodni małą karteczkę.
   - Co to? - zdziwiłam się.
   - Numer Horan'a. Kazał ci to przekazać.
   Wzięłam papier w ręce i przyjrzałam się cyfrom. Wyciągnęłam telefon i szybko zapisałam numer. Louis zapłacił za kawę i wyszliśmy z kawiarni. Na niebie gromadziły się ciemne chmury i zawiał zimny wiatr. Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu.


~ * ~

   Zeskoczyłam z parapetu i zamknęłam okno. Zapaliłam światło i wyciągnęłam z kieszeni komórkę. Weszłam w kontakty, pod literką ,,N" ukazało mi się kilka imion, nazwisko i... Niall. Nacisnęłam lewy guziczek i przeszłam do pisania wiadomości:
   ,,Co u Ciebie? Sophie."
  Oddzwonił po chwili.
  - Hej, Sophie! - wykrzyknął. - To dobrze, że Lou dał ci numer...
  Roześmiałam się cicho.
  - Wpadniesz jutro do mnie? - zapytał niespodziewanie.
  - Y... co? Nie narażam cię za bardzo?
  - Nie, co ty?! Przyjdź śmiało!
  - Dobrze... - mruknęłam nieśmiało. - O której być?
  - Jestem wolny od pierwszej do szóstej. Może być?
  - Jasne. Będę przed drugą.
  - Dobrze. Do zobaczenia, Sophie.
  Nie odpowiadając rozłączyłam się. Ciężko padłam na łóżko. Miałam wrażenie, że mój żołądek wykręca fikołki. Pragnęłam bliżej poznać Niall'a, ale czułam, że bardzo mocno lubię Louis'a. Nie wiedziałam co robić.


~ * ~

   Wyprostowałam włosy i lekko się umalowałam. Ze względu na dzisiejszą, nie najpiękniejszą niestety pogodę, włożyłam długie spodnie i bluzę, po czym wyszłam z domu. Niall mieszkał dość daleko, więc wolałam poczekać na autobus miejski. Po upływie nie więcej niż kwadransa, przy przystanku zatrzymał się czerwony autobus. Dostrzegłam w nim Tamarę. Szybko zajęłam miejsce obok przyjaciółki.
   - Zostałam przyjaciółką zespołu! - pisnęłam.
   - Jakiego? - zmarszczyła brwi.
   - One Direction!
   W ciągu sekundy jej twarz zmieniła się z zastanowienia na zdziwienie. Ze zdziwienia na radość.
   - Właśnie jadę do Niall'a - dodałam z dumą.
   - Uu... - wyszczerzyła się. - Czy już coś... ten teges...? - uniosła dwukrotnie brwi uśmiechając się zadziornie.
   - Przyjaźń - mruknęłam.
   Autobus zahamował. Pożegnałam się z Tamarą i wyskoczyłam z pojazdu. Ruszyłam w kierunku posiadłości Horan'ów. Gdy wreszcie stanęłam przed ich pięknym domem odrobinę bałam się wejść do środka. Kiedy już zamierzałam zapukać z domu wybiegł Niall omal się ze mną nie zderzając.
   - Boże! - krzyknęłam czując jak wierzchem dłoni uderzył mnie w brzuch. Zabolało. - Gdzie pędzisz? - złapałam go za ramię.
   - O, cześć! Zamierzałem po ciebie jechać.
   - Nie ma potrzeby. Wejdziemy do środka, czy proponujesz spacer? - uśmiechnęłam się nieśmiało.
   - Chodź do domu. Coś ci chcę pokazać.
   Był bardzo podekscytowany. Jeszcze go takiego nie widziałam. Ruszyłam za blondynem do budynku. Przez korytarz i weszliśmy do jego pokoju. Na łóżku leżała sterta kartek, gitara, długopis, notatnik, ołówek. Na biurko leżały napoczęte naleśniki z czekoladą i bananem.
   - Jesteś głodna? Spragniona? - zapytał siadając na łóżku.
   - A co mi proponujesz do picia? - zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
   - Gorąca czekolada, cappuccino, sok pomarańczowy, sok grejpfrutowy, herbata? Wybieraj - wyszczerzył się dopisując coś na jednej z kartek.
   - Wystarczy mi sok - mruknęłam podnosząc się. - Jest ktoś w kuchni?
   - Nie. Jestem sam w domu. W lodówce jest sok.
   Ruszyłam do kuchni. Wyciągnęłam sok z lodówki i zaczęłam szukać jakiejś szklanki. Gdy wreszcie ją znalazłam wlałam do niej pomarańczowy płyn. Schowałam pudełko do lodówki i gdy usłyszałam dobiegające z pokoju Niall'a dźwięki gitary zaczęłam podążać do pomieszczenia w ich rytmie. Usiadłam na łóżku.
   - Co chciałeś mi pokazać? - spytałam.
   Podał mi kartkę z nutami. To co stworzył było naprawdę dobre. Spojrzałam na tekst. Również mi się spodobał. Słowa płynące prosto z serca przelał na papier. Ponownie wziął gitarę i zaczął grać. I śpiewać. Gdy z jego ust wydobyło się ostatnie słowo utworu, on nadal grał patrząc na mnie z lekkim przygnębieniem.
   - Co się stało? - spytałam.
   Odłożył gitarę.
   - Planowałem, że znajdą tu się jeszcze dwie zwrotki i zaśpiewasz je ty. Ale gdy tylko o tym pomyślałem... moja wena jakby... zniknęła. Nie potrafiłem napisać nic więcej. Miałem nadzieję, że ty... umiesz śpiewać i dajesz radę z pisaniem piosenek...
   - Co? Niall! Nie umiem śpiewać, o pisaniu już nie mówiąc! Nie... To zły pomysł.
   - Zależy mi. Proszę! Wytwórnia kazała każdemu z nas napisać i zaśpiewać piosenkę w duecie, ale z osobą, która nie należy do zespołu. Ten kto tego nie zrobi... zostanie wyrzucony. Pomożesz mi?
   Niall należał do tych, którzy według mnie z zespołu śpiewają najlepiej. On, Louis i Zayn. Musiałam mu pomóc. Bez niego zespół może się rozpaść! Tyle razy pisał piosenki, który później zostawały hitami. Nabrałam powietrza w płuca.
   - Pomogę - zgodziłam się. - Daj mi kartkę. Może coś uda mi się z siebie wykrzesać.
   Chłopak podał mi kartkę z notatnika, ołówek, gumkę oraz nuty, abym słowa mogła dopasować do melodii. Przez kwadrans napisałam dwa wersy. Byłam skołowana. Ale nie poddawałam się. I już po godzinie podałam Niall'ow kartkę.
   - Jedna zwrotka? - uniósł brwi uśmiechając się kwaśno.
   - Pomyślałam, że drugą moglibyśmy napisać wspólnie - wzruszyłam ramionami.
   Najwyraźniej spodobał mu się ten pomysł, bo uśmiechnął się szczerze i zaczął czytać i poprawiać to co napisałam. Czasem robił miny jakby miał wybuchnąć śmiechem, kiedy indziej uśmiechał się kiwając głową. Robił też dziwne miny i kręcił przecząco. Gdy wręczył mi notatnik... Mówiąc szczerze trudno było cokolwiek z tego wyczytać. Zakreślone wyrazy, jedno na drugim. Kazałam Niall'owi napisać ten tekst jeszcze raz. Zrobił to, a kiedy podał mi kartkę śmiało mogłam stwierdzić, że jego poprawki dużo zdziałały. Te słowa miały sens.
   Ostatnią zwrotkę napisał głównie on sam. Ja pomogłam mu tylko zastępować niektóre słowa, które się na przykład powtarzały, bądź nie pasowały w danym miejscu. Gdy piosenka była gotowa zegarek wskazywał siedemnastą.
   - Ja się chyba niedługo będę zbierać - rzekłam.
   - Czemu? - wziął gitarę.
   - Masz czas do osiemnastej, nie?
   Skrzywił się. Zaczął grać. Wziął do ręki kartkę i odśpiewał swoje trzy zwrotki. Wyszło mu rewelacyjnie. Refren śpiewaliśmy wspólnie. Mi pozostały dwie końcowe. Starałam się śpiewać i nie słuchać swojego głosu. Ale jeżeli miałam się starać to musiałam go odpowiednio stopniować. Kiedy skończyliśmy musiałam napić się soku. Piosenka nie była zbyt łatwa do zaśpiewania i rozbolało mnie gardło. Niall świetnie sobie poradził. Ale ja...
   - Nie umiem śpiewać - skrzywiłam się.
   - Wcale nie! Umiesz, tylko musisz potrenować! Tak zawsze jest.
   - Nie podlizuj się - zaczepnie zmierzwiłam mu włosy. - Dobra, ja spadam.
   Westchnął, ale pożegnał mnie. Miałam nadzieję, że uda mi się złapać autobus, by nie czekać na ten po szóstej.

~ * ~

   Położyłam się na łóżku i zakryłam kocem po sam czubek głowy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Tamara zostawiła mi wiadomość:
   ,,Hej. Nie dzwonię, bo wiem, że jesteś u Niall'a (OMG! Nie mogę w to uwierzyć!!!), ale muszę Ci powiedzieć, że wyjeżdżam do kuzynki na tydzień. Zobaczymy się w szkole!"
   To już zupełnie zostałam bez zajęcia. Tydzień? Za tydzień i dwa dni rozpoczęcie roku szkolnego. Nie chciałam narzucać się Horan'owi. Nie wypadało przychodzić do niego dzień w dzień przez kolejne dziewięć dni. Co prawda, Louis też mnie lubił. Zayn'a, Harry'ego i Liam'a nie znałam. A no właśnie! Wypadałoby spędzić z nimi te dziewięć dni? No... prócz niedzieli, bo to nie wypada. Ale poniedziałek spędzić z całą trójką. Wtorek i połowę środy z Harry'm. Drugą połowę środy i czwartek z Zayn'em, a piątek i połowę soboty z Liam'em. Druga połowa zarezerwowana jest dla Louis'a. Niall może odpocząć. Ale zostaje mi jeszcze jedna sobota. Jutrzejsza sobota. Może by tak z cała piątką? Musiałam się tylko z nimi zgadać... A miałam tylko numer Niall'a.
   Wykręciłam numer blondyna mając nadzieję, że mimo próby odbierze. Może miał akurat przerwę. Po pięciu sygnałach zrezygnowałam, pocieszając się myśląc, że w wolnej chwili na pewno oddzwoni. Czekałam nie więcej niż kwadrans i po pokoju rozniósł się ulubiony utwór znanego zespołu. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
   - Halo? - mruknęłam.
   - Cześć, tu Lou. Niall jest w kiblu i kazał mi do Ciebie oddzwonić. To coś ważnego? - szatyn miał nieco zachrypnięty głos.
   - Co robicie jutro? - zagaiłam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
   - Ja i Niall? - zainteresował się.
   Już zaczęłam, teraz musiałam to kontynuować.
   - I Liam, Zayn, oraz Harry.
   - Ouh... Jutro w sumie nic. I do końca wakacji nic, bo mamy jakby wolne. Tylko wieczorem zawsze mamy próbę.
   O kurde. Nie pomyślałam o tym. Zupełnie wyleciały mi z głowy ich próby. Mogliśmy spędzić razem te dni, ale trochę inaczej. Dla każdego musiałam przeznaczyć połowę dnia, tak żeby drugą połową mogła być próba. W tej opcji znalazłabym czas nawet dla Niall'a.
   - Halo?! - w słuchawce usłyszałam głos Louisa przepełniony zdziwieniem. - Jesteś, Sophie?
   - Tak, jestem.
   - To o co chodzi? Mów, bo Harry mnie już pogania - roześmiał się.
   Ręka zaczęła mi drżeć. Nie potrafiłam się skupić, gdy ktoś mnie poganiał. Zestresowałam się.
   Kilka wdechów. Zamknęłam oczy.
   - Bo chciałabym spędzić jutrzejszy dzień z waszą całą piątką. A następnie po kolei każdy dzień z osobna...
   - To znaczy...?
   - No na przykład; poniedziałek z Harry'm, wtorek z Liam'em i tak dalej... Rozumiesz? Chciałabym was po prostu bliżej poznać. Obiecuję, że nie zaszkodziłoby to waszym próbom! Jeżeli oczywiście chcecie... Pogadasz z chłopakami? - spytałam błagalnym głosem.
   - Poczekaj.
   Louis najwyraźniej zakrył słuchawkę dłonią, bo słyszałam jakieś szmery. Ktoś coś mówił. Czekałam, aż znów się odezwie.
   - Ty pogadasz. Jutro. Gdzie chciałabyś się spotkać?
   No i gdzie niby mielibyśmy się spotkać?! W wesołym miasteczku? W galerii? A może w kawiarni? Mój mózg w tej chwili był zupełnie bezużyteczny. A Lou czekał. I Harry też czekał. Jeżeli ich zirytuję nie będzie sensu spotykania się jutro lub w ogóle kontynuowania tej rozmowy.
   Uszczypnęłam się w dłoń i zamknęłam oczy, by móc się lepiej skoncentrować.
   W kawiarni przy galerii! To blisko miejsca, w którym urządzają próby.
   - Co powiecie na kawiarnię? Tę przy galerii?
   - Idealnie. Czternasta?
   - Jasne. To cześć!
   Rozłączył się. Zapewne z radością.
   Padłam na łóżku przyciskając komórkę do piersi. Moje marzenia zaczęły się spełniać.

___

No i jak dwójka? Jest trochę nudniejszy od pierwszego, ale mam nadzieję, że i tak wam się podoba. Nad tym namęczyłam się jakoś bardziej niż nad pierwszym.
To co, dzisiaj ostatnio wtorek wakacji, nie? Szkoda, niestety. Ale szkoła ma też swoje plusy. Spotkacie się ze znajomymi! Ja we wrześniu rozpoczynam naukę w gimnazjum. Trochę się stresuję.
Kolejny rozdział pojawi się gdy pod wpisem będzie minimum 8 komentarzy.
Powodzenia w szkole! ;)

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 1

  Ponownie spojrzałam na zegarek. Mijała druga godzina od rozpoczęcia koncertu. Zaśpiewali mnóstwo piosenek i muszę przyznać, że nie wszystkie kojarzyłam. Gdy koncert dobiegł końca zespół pożegnał się z fanami i ruszyli rozdawać autografy. Wraz z Tamarą strasznie chciałyśmy mieć podpis każdego z nich. Ruszyłyśmy za kulisy. Nie wiem jak to było możliwe, ale przy drzwiach nie było żadnego ochroniarza.
   - Wejść? - spytała Tamara lustrując otwarte białe drzwi.
   Wytężyłam słuch słysząc dobiegające z głębi pomieszczenia szmery.
   - Jasne - wyszeptałam z ironią. Zapuściłam żurawia zaglądając do środka. Dostrzegłam Harry'ego Stylesa i Louis'a Tomlinsona.
   Wejść, czy nie wejść? - myślałam nerwowo. Może by nas wygonili, a może wręcz przeciwnie. I wtedy Tamara zrobiła coś czego robić naprawdę nie powinna. Pchnęła mnie do przodu i tym sposobem obie stałyśmy w pomieszczeniu na przeciwko dwóch wokalistów.
   - Yy... - zrobiłam krok w tył i nadeptałam na czyjąś nogę. Widząc, że Tamara stoi przede mną odskoczyłam do przodu, po czym odwróciłam się do tyłu.
   Stał przede mną Horan. Najprawdziwszy Niall Horan. Na jego twarzy malował się grymas wywołany bólem stopy.
   - O Boże! - wrzasnęłam przeczesując palcami włosy. - Przepraszam... naprawdę przepraszam... - wołałam. - Tak strasznie mi przykro! Jestem taka...
   - Cicho... wybaczam ci, jasne? - Niall uniósł brwi uśmiechając się sztucznie. - Jak wy tu weszłyście?!
   Spojrzałam wielkimi oczami na Tamarę. Stała pomiędzy Harry'm a Lou przyglądając się im od stóp do głów. Z zespołu zawsze najbardziej lubiła tę dwójkę.
   - Drzwi były otwarte, ochroniarza nie było. Zauważyliśmy ich - wskazałam na zakłopotanych chłopaków - i weszłyśmy do środka.
   Niall zupełnie zignorował moją odpowiedź i spojrzał na kolegów.
   - Liam z Zayn'em nas wołają. Dziewczyny chcą też nasze autografy... - powiedział zdejmując przepoconą koszulkę.
   - O Boże... - szepnęłam przytrzymując się przyjaciółki.
   Cała trójka spojrzała na mnie z niekrytym zdziwieniem. Blondyn szybko machnął ręką i włożył fioletowy t-shirt. Harry cicho poprosi mnie żebyśmy wyszły, gdyż Niall ponoć miał ostatnio nie najlepszy humor. Gdy drzwi się za nami zatrzasnęły złapałam Tamarę za ręce i ścisnęłam je mocno zaciskając powieki.
   - Sophie... uspokój się, dobrze? - wyszeptała przyjaciółka widząc jak po moich polikach spływają pojedyncze łzy. - To, że nas wygonili nie jest powodem do płaczu!
   Oderwałam się od Tamary uśmiechając szeroko.
   - Czy ty sądzisz, że płaczę, bo nas wyrzucili? To łzy szczęścia! Wreszcie miałam okazję porozmawiać z ulubionymi wokalistami One Direction! Spełniło się moje największe marzenie!
   Dziewczyna znowu mnie uściskała. Ruszyłyśmy pod scenę gdzie Liam z Zayn'em rozdawali autografy. Usłyszałam za nami trzy znajome głosy i wkrótce dołączyli do pozostałej dwójki. Na to dziewczyny zareagowały głośnymi piskami, oklaskami i krzykami. Nagle ogarnęła mnie nieopanowana złość. Kilka dziewczyn obrzuciło mnie chłodnymi spojrzeniami. Nie uszło to jednak uwadze chłopakom z zespołu. Ruszyłyśmy z Tamarą na koniec kolejki po autografy.
   - Sophie! - usłyszałam czyiś męski głos.
   Odwróciłam się i ujrzałam machającego w moją stronę Niall'a Horana. Skąd znał moje imię?! Dlaczego nagle chciał, żebym podeszła, chociaż jeszcze kilka minut temu zabijał mnie wzrokiem? Podeszłyśmy szybko z Tamarą do stolika, przy którym siedziała piątka chłopaków zaczynając od Zayn'a, a kończąc na Niall'u.
   - Słucham, Niall? - spytałam wyraźnie akcentując jego imię na co dziewczyny stojące w kolejce bardzo wyraźnie zmarszczyły brwi i ułożyły usta w literę ,,o".
   - To byłoby niesprawiedliwe gdybyście teraz poszły na koniec kolejki - odpowiedział za Nialler'a Harry. - Przyszłyście do nas za kulisy narażając się na walkę z Paul'em po autografy, a my i tak wam ich nie daliśmy - westchnął.
    - Rzeczywiście - wymamrotała Tamara starając się nadać swojemu głosu smutny ton, ale satysfakcja nie pozwoliła jej na to.
    Wyciągnęłam aparat z torby na co Niall zarumienił się. I wtedy coś sobie przypomniałam.
    - Oj... Niall... Dziękuję za oddanie aparatu - powiedziałam.
    - Nie ma za co - odparł.
    Zrobiłam zdjęcie z każdym chłopakiem z zespołu z osobna, a następnie z całą piątką i Tamarą. Dziewczyna kilkanaście zdjęć napstrykała sobie z Lou i Hazzą. Fanki bardzo się niecierpliwiły, ale żadna z nich nie miała zamiaru zrezygnować z autografu i zdjęcia. Nie mogłam poradzić sobie z trzymanymi w rękach rzeczami. Cappuccino kupione chwilę temu, kartki z autografami, aparat i torba na łokciu, która przed chwilą zsunęła się z ramienia. Niestety torowałam drogę jakiejś niewychowanej dziewczynie, która tak bardzo lgnęła do Zayn'a, że potknęła się o moje nogi i obie ległyśmy na ziemi. Usłyszałam salwy śmiechu. Zignorowałam je próbując się podnieść. Pomógł mi w tym Niall. Pozbierałam swoje rzeczy, wrzuciłam je do torebki i pożegnałyśmy się z chłopakami. Ruszyłyśmy na przystanek autobusowy.

~ * ~

   Otworzyłam oczy. W pokoju było już zupełnie jasno, a zegar na ścianie wskazywał dziesiątą dwanaście. Wyskoczyłam z przytulnego i nagrzanego łóżka stając przed ogromnym, okrągłym lustrem. Moje włosy sterczały na wszystkie strony. Zapewne od lakieru, którego wczoraj zużyłam pół butelki. Rozczesałam splątane włosy, splotłam je w kłosa i ruszyłam wybrać jakieś ciuchy. Niestety wybór nie był zbyt duży. Ze względu na upał panujący na zewnątrz włożyłam jeansowe ciemne szorty, turkusową bokserkę i długi naszyjnik zakończony moim imieniem. Wyszłam na balon boso. Miałam stamtąd idealny widok na Big Bena i tę piękniejszą część ukochanego Londynu. Mogłabym przesiedzieć na balkonie dłużej, ale otrzymałam sms'a od Tamary:
   ,,Cześć, Sophie! Śpisz? Przepraszam jeżeli Cię budzę. Miałabyś ochotę na spacer? Śnił ci się Niall? Do zobaczenia!"
   Jak na nią ten sms był krótki. Zazwyczaj pisało dłuższe i mniej konkretne wiadomości. Bardzo chciałam się z nią zobaczyć, bo co do jej pytania o ten sen to... Niall śnił mi się dzisiejszej nocy. Nie pamiętam za wiele. Tylko jego twarz. Zeszłam na dół. Rodzice jedli śniadanie.
   - Dzień dobry - przywitałam się i wyciągnęłam tosta z tostera. Posmarowałam go masłem, położyłam szynkę i zaczęłam jeść popijając sokiem pomarańczowym.
   - Nie jest szybko, bo się zakrztusisz - powiedziała mama parząc herbatę w ulubionym kubku. - Wychodzisz? - spojrzała na mnie z nad okularów.
   Skończyłam jeść tosta. Wytarłam usta w ręcznik papierowy i dokończyłam napój.
   - Tak. Z Tamarą.
   Rodzicielka skinęła tylko głową i wręczyła mi banknot dziesięciodolarowy. Wybiegłam z domu wcześniej zakładając niebieskie koturny. Napisałam Tamarze sms'a:
   ,,Tak, wyjdę. Wszystko opowiem ci na spacerze. Spotkajmy się pod Twoim domem."
  Po niecałych pięciu minutach stałam przy furtce Stevens'ów. Puściłam przyjaciółce sygnał i już po chwili wybiegła z domu w kwiecistej sukience i słomianym kapeluszu. Ona zawsze była taka dziewczęca i miała większe powodzenie u chłopaków. Na przywitanie przytuliłyśmy się mocno. Podążałyśmy w kierunku centrum handlowego, gdy Tamara nagle coś zauważyła.
   - O Boże, Sophie! - wrzasnęła przystając.
   - Co się stało?! - wystraszyłam się.
   Przyjaciółka wskazała na moją prawą dłonią ozdobioną mnóstwem bransoletek. Nie zauważyłam nic nadzwyczajnego.
   - Co? - wzruszyłam ramionami.
   - Twoja bransoletka. Ta niebieska!
   Przyjrzałam się ozdobie i doznałam szoku. Ta bransoletka... nie należała do mnie. Co prawda są robione na zamówienie z wygrawerowanym imieniem w każdym centrum, ale wcale nie tak dużo osób ją ma. Na bransoletce widniało imię ,,Niall". Już na koncercie zauważyłam tę bransoletkę. Rzuciła mi się w oczy. Nie dostrzegłam wtedy imienia, ale teraz widziałam je wyraźnie. Gdy Niall pomagał mi wstać obie bransoletki spadły na ziemię i zapewne wtedy je pomyliliśmy.
   - Co mam zrobić? - przeczesałam palcami włosy.
   - To tylko bransoletka - Tamara uspokoiła się i machnęła dłonią. Ruszyła naprzód.
   - Nie mogę tak! - zatrzymałam ją. - Muszę ją oddać!
   Przyjaciółka na moment zamknęła oczy i złożyła ręce jak do modlitwy. Uchyliła powieki, pytając z politowaniem:
   - A wiesz w ogóle gdzie mieszkają Horan'owie?
   Pokręciłam głową. Nie wiedziałam co robić. Pozostało mi tylko szukać, któregoś z chłopaków z zespołu i tak dostać się do Niall'a. Najpierw postanowiłyśmy, że w południe przeszukamy restauracje i kawiarnie.

~ * ~

   Nie znalazłyśmy go. Całe popołudnie spędziłyśmy na szukaniu któregoś z zespołu. Na nic. Wieczorem mama poprosiła mnie, bym poszła na niewielkie zakupy do pobliskiego marketu. Wybierałam właśnie herbatę, gdy dostrzegłam znajomą sylwetkę.
   - Louis! - zawołałam.
   Chłopak błyskawicznie wyskoczył zza regału i przyłożył palec do ust poprawiając włosy schowane pod czapką. Włożyłam herbatę i kawę do koszyka nie spuszczając wzroku z szatyna.
   - Cicho... - szepnął podchodząc bliżej mnie. - Muszę zrobić zakupy, a boję się, że ktoś mnie rozpozna! Wiesz jakie to straszne, Sally? - uniósł brwi.
   Zmierzyłam go wzrokiem, zirytowana.
   - Sophie - poprawiłam. - Wiesz może gdzie jest Niall? - ruszyłam do działu ze słodyczami.
   Chłopak dorównał mi kroku. Zamyślił się.
   - Gdzie może być Horan? - zapytał sam siebie drapiąc się po brodzie. - Sprawdzałaś u niego w domu?
   - W domu?! - spojrzałam oszołomiona na chłopaka. - A skąd ja mam wiedzieć gdzie on mieszka?!
   Lou wyraźnie zdziwiony odłożył czekoladowe ciastka na miejsce i spojrzał mi w oczy. Żeby zrobić to samo musiałam spojrzeć w górę.
   - Myślałem, że jesteście przyjaciółmi - wyznał. - Co prawda mówił o tobie tylko po koncercie, ale mówił tak, że miałem powody, by tak sądzić.
   - Rozumiem - wrzuciłam do koszyka paczkę biszkoptów, nutellę i dżem. - Ja jestem tylko jego fanką... - mruknęłam nie spoglądając na Tomlinsona.
   Cofnął się o krok wypuszczając powietrze ze świstem.
   - Serio? No, ale wiesz... nie taką, która...
   - Nie! No co ty?! - oburzyłam się. - Po prostu od dawna bardzo lubiłam wasz zespół. To, że Niall na koncercie podał mi mój aparat, lub to, że weszłyśmy za kulisy... to był zupełny przypadek! Ale potem Niall mnie zawołał. To jego wina...
   - Nie, no spoko - uśmiechnął się znów podchodząc. - Zaprowadzić cię do Horan'ów?
   - Jeżeli to nie kłopot.
   Ruszyliśmy do kasy. Na widok Louis'a kasjerka uważnie prześwidrowała go wzrokiem szepcząc, że skądś go kojarzy. Gdy Lou zapłacił za swoje zakupy szybko wybiegliśmy z marketu. Na parkingu przed budynkiem stał sportowy, czarny samochód, do którego podbiegł Louis.
   - Wsiadasz? - zapytał.
   Uniosłam siatkę z zakupami.
   - Muszę odnieść to mamie - wytłumaczyłam.
   - Podwiozę cię. Odstawisz zakupy i pojedziemy do Niall'a.
   - Jasne - wsiadłam na przednie siedzenie pasażera i zapięłam pas. Podałam chłopakowi mój adres.
   Louis ruszył z parkingu z piskiem opon. Nie wiedziałam, że taki z niego pirat drogowy, do póki kilku kierowców nie zatrąbiło na niego na drodze. Po niecałych dwóch minutach pojazd Tomlinsona zatrzymał się pod moim domem. Szatyn zaczekał na dole, a ja pobiegłam dać mamie zakupy. Gdy znowu byłam na dole, Louis kończył palić papierosa.
   - Palacz - skwitowałam wsiadając do samochodu.
   Zdeptał peta czubkiem buta i zajął miejsce przed kierownicą.
   - Z zespołu nie pali tylko Liam - mruknął. - Nie wiesz? - odszukał swoimi niebieskimi oczami mojego wzroku.
   - Teraz wiem - uśmiechając się uciekłam wzrokiem na ulicę. - Jedziemy? - niecierpliwiłam się. Obróciłam na nadgarstku niebieską bransoletkę.
   Louis spojrzał na nią, ale chyba nie zauważył imienia, bo zapytał:
   - A co chcesz od Niall'a?
   - Przypadkowo zamieniliśmy się bransoletkami - westchnęłam wzruszając ramionami.
   Chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem i ruszył z podjazdu. Nagle zadzwonił jego telefon. Udało mi się zobaczyć wyświetlone na ekranie telefonu imię ,,Harry". Uśmiechnęłam się w myślach. Lou odebrał, ale mruczał ciągle tylko jakieś ,,mhm". Dopiero na końcu, powiedział, że będzie.
   - Co chciał? - zapytałam, choć wiedziałam, że nie powinnam.
   - Próba - odparł. - Pojedziesz z nami? Nie ma czasu. W samochodzie pogadasz z Niall'em - powiedział.
   Przewróciłam oczami krzyżując ręce na piersi. Ale musiałam to zrozumieć. Mieli zespół. I miliony fanek. Nie mogli opuścić ani jednej próby ze względu na mnie. Czułabym się winna.
   - Wy coś kręcicie... - mruknął nagle chłopak.
   - Co?! - oburzyłam się. - Nie! My się ledwo znamy! Muszę mu oddać bransoletkę.
   - Ta  - dodał gazu. Nagle pojazd zatrzymał się przed pięknym domem. - Wiem, że coś do niego czujesz - dodał i wysiadł z samochodu.
   Zrobiłam to samo. Nie odpowiadając na jego głupią zaczepkę ruszyłam za nim. Budynek wewnątrz był równie piękny jak na zewnątrz. Duże pomieszczenia, piękne schody, obrazy, lustra, ozdoby. Byłam pod wrażeniem. Louis jednymi z krętych schodów pobiegł na górę. Gdy zatrzymaliśmy się na górze zapukał do jednych z drzwi. Otworzył nam wysoki chłopak. Miał ciemne włosy i nie wyglądał na nastolatka.
   - Siema, Greg! - przywitał się Lou.
   - No siema, siema - odparł tamten. - Co jest?
   - Jest Niall?
   - No. Wejdźcie - otworzył szerzej drzwi mierząc mnie wzrokiem.
   Ze sporego przedpokoju ruszyliśmy szerokim i długim korytarzem do pokoju Niall'a, z którego dobiegały dźwięki gitary. Zapukałam środkowym palcem. Instrument ucichł. Usłyszałam kroki. Drzwi się otworzyły. Na mój widok Niall najpierw się skrzywił, potem zmieszał, a dopiero na koniec uśmiechnął. Gdy weszliśmy do pokoju zauważył Louis'a, który wcześniej chyba poszedł pogadać z Greg'iem.
   - Sophie, tak? - upewnił się, a gdy przytaknęłam kontynuował: - Co tu robisz? I to z... nim... - skrzywił się, a widząc minę Louis'a roześmiał się.
   - Patrz na siebie - prychnął ,,oburzony" Lou. - Idę do Greg'a. Nie będę wam przeszkadzać. Yy... - spojrzał na blondyna - Zaraz jedziemy na próbę!
   Uśmiechnęłam się w podzięce. Gdy drzwi się za nim zamknęły zwróciłam się do Niall'a.
   - Jak pewnie zauważyłeś zamieniliśmy się bransoletkami. Nie wiem... dość dziwne, ale szukałam cię wszędzie, bo koniecznie chciałam ci ją oddać.
   - Dlaczego? - roześmiał się.
   - Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami ściągając ozdobę z nadgarstka. Podałam ją blondynowi, a on oddał moją. - Dziwny wypadek - skwitowałam.
   Niall uśmiechnął się szeroko, a lazurowe oczy błysnęły szczęściem.
   - To nie wypadek - powiedział. - Zrobiłem to celowo.
   Zamurowało mnie. Czy to miało jakikolwiek sens?
   - Ale... po co? - uśmiechnęłam się z zakłopotaniem.
   - Bo chciałem cię jeszcze spotkać - odpowiedział.
   Moje usta rozszerzyły się w szczerym uśmiechu. Jego piękne oczy wpatrywały się w moje. Próbowałam w nich coś odnaleźć. I odnalazłam.
   Fascynację.

_____
Mam nadzieje że podoba wam się nowy nagłówek. Wykonała go moja współprowadząca Andzia (ulicznyflowxd). Nad rozdziałem pracowałam kilka dni i mi osobiście bardzo się podoba. Ale wydaje mi się, że troszkę za dużo tu Louis'a. Zobaczymy co będzie w kolejnej części. Pozdrawiamy, Emi i Andzia!

sobota, 11 sierpnia 2012

Prolog

   To miał być najpiękniejszy dzień w moim życiu. Tamara od miesiąca namawiała mnie, żebyśmy wybrały się na koncert znanego zespołu. I chociaż dowiedziałam się o nim dopiero pół roku temu już byłam ich wielką fanką. Przez cały lipiec odkładałam pieniądze na bilet.
   Wreszcie się udało. Wsiadłyśmy w autobus i ruszyłyśmy na koncert w centrum Londynu. One Direction mieli zakończyć dzisiejszego dnia swoją trasę koncertową. Tamara wyglądała cudownie w swojej nowej sukience. Nie zdziwię się jeżeli, któryś z nich poprosi ją na scenę. Ja jak zwykle nie stroiłam się za bardzo.
   Autobus zatrzymał się na przystanku, z którego dostrzegłyśmy tłum ludzi. Większość z nich to piszczące dziewczyny. Właśnie podchodziłyśmy do bramki z biletami, gdy dostrzegłam wchodzących na scenę chłopaków. Ścisnęłam ramię przyjaciółki.
   - Co? - warknęła Tamara.
   - Patrz! Wyszli! - wrzasnęłam uśmiechając się szeroko.
   Przebiłyśmy się przez tłum. Słyszałam już pierwsze słowa ich najpopularniejszego utworu. Przepychałyśmy się łokciami i wreszcie.... stanęłyśmy pod samą sceną. Wyciągnęłam z torebki aparat i zaczęłam kręcić wideo.
   Nagle ktoś uderzył mnie w plecy. Aparat wypadł z rąk i wylądował na scenie tuż pod nogami Niall'a Horana. Próbowałam wyciągnąć rękę i go chwycić, ale to na nic. Leżał za daleko. W dodatku Paul - ich ochroniarz ciągle mnie odpychał myśląc, że próbuję dostać się na scenę. Pożegnałam się już z aparatem, gdy nagle...
   Przede mną pojawiła się wyciągnięta dłoń z moim ukochanym aparatem. Gula urosła mi w gardle sprawiając, że nie potrafiłam wykrztusić nawet głupiego ,,dziękuję". Spojrzałam w górę i dostrzegłam niebieskookiego blondyna. Złapałam za sprzęt i skinęłam głową uśmiechając się najlepszym z wyćwiczonych uśmiechów. Odwzajemnił uśmiech i wrócił z powrotem na środek sceny. Liam stojący obok szepnął mu coś na ucho spoglądając na mnie. Niall tylko uśmiechnął się lekko i wykrzyczał ostatnie słowa piosenki wraz z resztą zespołu. 

____

Rozdziały postaram się dodawać często, ale to będzie zależało od statystyki ;). Myślę, że prolog wam się spodobał. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą częścią zostawcie w komentarzu adres swojego bloga/nick na glitery, a z przyjemnością poinformuję was. Co do blogów z chęcią zajrzę na wasze ;).