sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 4

   Co ja robię?!, pomyślałam gorączkowo i delikatnie, ale stanowczo odepchnęłam od siebie Tomlinson'a. Spojrzał na mnie pytająco i przysunął się ponownie.
   - Nie, Lou... - szepnęłam czując rosnącą w gardle gulę. - Nie mogę.
   - Ale dlaczego? - oparł dłoń o ścianę tuż obok mojej głowy. Spoglądał na mnie wyczekująco. Jego policzki było lekko zaróżowione. Moje zapewne były ogniście czerwone. - Myślałem... myślałem, że to o mnie chodzi.
   Wtedy w kawiarni wspominałam, że jestem zakochana w jednym z chłopaków z zespołu. Ale chodziło o Niall'a! Zakochałam się w nim przez te kilka głupich dni! Ale z drugiej strony... Louis naprawdę cudownie całował i miałam ochotę przyciągnąć go do siebie i wbić się w jego trochę obrzmiałe usta. Nie mogłam tego zrobić. Co by sobie o mnie pomyślał, gdyby za jakiś czas zobaczył mnie z Niall'em?
   O ile blondyn, by mnie w ogóle chciał.
   - Przepraszam, Louis, ale nie mogę mu tego zrobić - wyminęłam go i ruszyłam korytarzem w stronę schodów.
   - Komu?! O kogo chodzi?! Sophie! - krzyknął za mną.
   Zbiegłam po schodach. W korytarzu minęłam się z nietrzeźwym już Liam'em, który ledwo trzymał się na nogach obejmując śliczną, długonogą szatynkę o kręconych włosach. Przy drzwiach stał Niall rozmawiając z jakimś chłopakiem.
   - Już uciekasz? - zdziwił się.
   - Tak. Do... kiedyś, Niall - uśmiechnęłam się smutno i wyszłam.
   Na dworze było jeszcze jasno, więc spokojnym krokiem mogłam wracać do domu. Jednak w głowie kołatało mi się mnóstwo myśli. Droga na pieszo zajęłaby mi pewnie z kwadrans, więc miałam sporo czasu, aby wszystko w spokoju przemyśleć. A więc... pocałunek z Tomlinson'em. Czy on coś do mnie poczuł? Najwyraźniej. Ale przecież sam starał się o to, żebym była z Horan'em! Dał mi jego numer, mówił o nim tyle dobrych rzeczy. Numer dwa: sympatyczny Niall. Ale to chyba norma. Największym więc problemem był Louis. Te jego cudowne usta! Chybabym go pokochała gdyby nie mój zdrowy rozsądek.

~ * ~

   To był dla mnie ważny dzień. Pierwszy dzień w liceum. Bardzo się stresowałam. Na szczęście Tamara wróciła wczoraj po południu, więc jeszcze zdążyłyśmy się spotkać i wszystko obgadać.
   - Pocałował cię?! - wrzasnęła, gdy wieczorem siedziałyśmy na łóżku w moim pokoju pijąc lemoniadę. Zdałam jej relację z imprezy u Niall'a, wcześniej opowiadając o nieprzyjemnej rozmowie z członkami zespołu. - Ale to było... obrzydliwe! Fuj! Zaraz po twoim rzyganiu! A gdyby tak pod zębami zostały ci kawałki mięsa? Błee!
   Cała Tamara! We wszystkim znajdzie jakieś minusy!
   - Ehh... Tami! Porządnie wypłukałam usta! No weź mnie nie obrzydzaj... Wiesz jak on świetnie całuje?! - rozmarzyłam się.
   - Hallo! - klasnęła dłońmi przed moją twarzą. - A czy ty przypadkiem nie kochałaś Horana?
   - No tak, ale wiesz... Przecież można, by było tak, że z obojgiem bym była, co?
   - Ty idiotko pusta! - oburzyła się i zeskoczyła z łóżka. - Czy ty nadal jesteś moją przyjaciółką? Chcesz lecieć na dwa fronty? Jak jakaś...
   - Nie, nie! Jezu! Wiem jak to wstrętnie zabrzmiało! Sorry! Tak naprawdę to na Niall'u mi zależy. Do Louis'a nic nie czuję. Słowo!
   Przyjaciółka okrążyła pokój dwa razy i podtrzymując podbródek kiwnęła głową. Nadal jednak spoczywało na mnie jej czujne spojrzenie.
   - Więc ty się do cholery nim zajmij, a nie! - syknęła i odstawiła pustą szklankę na biurko. - Do jutra!
   Teraz stałam w przepełnionym uczniami liceum i szukałam wzrokiem jakiejś znajomej twarzy. Gdy padło na Tamarę, szybko podbiegłam do przyjaciółki i rzuciłam jej się na szyję.
   - Widziałaś się już z Niall'em? - zapytała.
   Pokręciłam głową. Z tego co mi było wiadomo Niall chodził do tego liceum do klasy maturalnej. Dlatego więc mogliśmy spotkać się nawet przypadkiem na każdej przerwie. Było mi to na rękę, bo dzięki temu mogłam się do niego zbliżyć. Niestety niektórzy mówili, że Horan dużo opuszcza ze względu na swoją pracę. Kiepsko.
   Po rozmowie z dyrektorem odebrałam klucz od szafki oraz legitymację szkolną. W korytarzu kręciło się niewiele osób, wszyscy wyglądali na pierwszoklasistów. Odnalazłam swoją i sprawdziłam czy klucz pasuje. Włożyłam do środka książki na jutrzejsze zajęcia i ponownie ją zamknęłam. Z końca korytarza zaczęła drzeć się do mnie Tamara:
   - Sophie! SOPHIE, do cholery! Chodź tu!
   Schowałam kluczyk do torebki i pobiegłam w stronę przyjaciółki.
   - Co się stało?
   - Widziałam Zayn'a! - piszczała.
   - Zayn'a?
   - Tak, Zayn'a! - pociągnęła mnie drugim korytarzem w stronę wyjścia z budynku.
   Gula urosła mi w gardle. Bardzo nie chciałam, żeby na oczach wszystkich zaczął mnie wyzywać od najgorszych. Gdy wyszłyśmy doszłam do wniosku, że Zayn po prostu odwoził Niall'a do szkoły. Zacisnęłam dłoń na przegubie ręki przyjaciółki i odwróciłam się na pięcie szybko ruszając z powrotem do szkoły.
   - Nic z tego - powiedziała Tamara ledwo dotrzymując mi kroku. - Idzie tu i... - nabrała tchu. - Jest dość porządnie wkurwiony.
   Wytrzeszczyłam oczy. Ze strachu aż się wzdrygnęłam. Zamknęłam drzwi, puściłam przyjaciółkę i pomknęłam w stronę damskich toalet.
   - Nie uciekaj! - wrzasnął Nialler. - Już wiem!
   Postawiłam torbę na ziemi od razu gdy znalazłam się w łazience. Dowiedział się o moim pocałunku z Lou. Ktoś mu musiał powiedzieć. Zacisnęłam dłonie w pięści ze złości. To mógł być Harry lub Zayn, bo Liam na pewno nie. A sam Louis nie narażałby się raczej na bójkę z Horanem.
   Umyłam ręce, opłukałam twarz, wygładziłam lekko pogniecioną bluzkę i dopiero wtedy mogłam wyjść z pomieszczenia. Wziąwszy torbę nacisnęłam na klamkę. O ścianę przy samych drzwiach damskiej toalety opierał się Niall. Obrzuciłam go obojętnym spojrzeniem, skrzyżowałam ręce na piersi i ruszyłam naprzód.
   Odchrząknął. Nawet nie drgnęłam, starając się to zignorować.
   - Sophie - powiedział cicho. - Chcę ci zadać tylko jedno pytanie.
   Odwróciłam się do niego i spojrzałam nieufnie.
   - A więc słucham.
   Podrapał się nerwowo po głowie. Wyglądał tak jakby chciał zapytać, czy zostanę jego dziewczyną. Chwila! A jeżeli właśnie o to mu chodzi?! Co wtedy?!
   - Słyszałem, że całowałaś się z Louis'em... - BUM! Wszelkie me nadzieje legły w gruzach. - Chciałem tylko zapytać czy to prawda.
   O cholera. I co w takiej sytuacji począć? Chłopak, w którym najwyraźniej się zauroczyłam, bądź zakochałam, pyta mnie czy prawdą jest to, że całowałam jego przyjaciela. A ja Niall'owi też najwyraźniej wpadłam w oko. Widziałam to wyraźnie. Wiem, że prawda, by go zabolała, ale ja niestety nie potrafię kłamać.
   - Nie ja jego... Tylko on mnie - wytłumaczyłam. - Bo on tak jakoś... Ech, nie wiadomo skąd! No i potem mnie... no ten, no wiesz co... No i tak jakoś... - przeczesałam palcami włosy drżącą dłonią.
   - Winny zawsze się tłumaczy - westchnął ze smutkiem w oczach blondyn. Odszedł.
   - Nialler! Czekaj, no! Wyjaśnię to!
   Machnął dłonią.
   Dopiero za kwadrans miało się zacząć uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego.

~ * ~

   Pierwszy wtorek nauki. Obudziły mnie straszliwe bóle brzucha i głowy. Wstałam zarzucając na ramiona koc. Ślimaczym krokiem podążyłam w stronę łazienki. Gdy już byłam pewna, że zobaczę wielkie czarne plamy pod moimi oczami, doszłam do wniosku, że wcale nie mam żadnych worów. Byłam niemalże pewna, że przepłakałam całą noc. Ale ani poduszka, ani moje policzki nie były mokre. Czułam tylko ból i rozczarowanie własnym zachowaniem. Zraniłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie. Pozwoliłam zwykłemu przyjacielowi na to, czego pod żadnym pozorem nie powinien robić.
   Weszłam do szkoły i podążyłam w stronę damskiej toalety. Idąc, rozglądałam się za nim. Było mi ciężko na sercu, ale musiałam wytrwać. Będąc już na miejscu, wyciągnęłam z torby kredkę do oczu i tusz do rzęs. Poprawiłam oczy i delikatnie zmoczyłam rozgrzane od wrześniowego słońca policzki. Spojrzałam w lustro. Przypomniała mi się sytuacja z poprzedniego dnia. Głośno westchnęłam, ale zacisnęłam pięści. Musiałam wziąć się w garść. Wyszłam z pomieszczenia i od razu w oczy rzuciła mi się ławka, na której siedział Niall. Gdy tylko mnie dostrzegł na moment spojrzał mi w oczy, ale szybko odwrócił wzrok. Odeszłam z nadzieją, że znajdę Tamarę przy jej szafce.
   Na szczęście akurat wkładała do szafki książki. Na przywitanie pocałowałyśmy się w policzek.
   - Co ty taka nie do życia? - spytała zamykając szafkę.
   - Ech... No widziałam go. I w ogóle wiesz jak mi na nim zależy, a ten pieprzony pocałunek...
   - Nie musisz nic mówić. Wiem co masz na myśli - przytuliła mnie. - Będzie dobrze. Uwierz mi.
   Spojrzałam na nią z kwaśną miną, ale niechętnie skinęłam głową. Odwzajemniłam uścisk na moment zamykając oczy. Czułam się tak okropnie bezradna, że już po chwili poczułam płynącą po policzku łzę. Pociągnęłam nosem.
   - Płacz - poleciła przyjaciółka. - Ale nie tutaj, dobrze? Jak ktoś zobaczy, to wiesz co będzie - westchnęła. - Proponuję udać się do toalety.
   Po niebywale nudnej lekcji języka angielskiego, na której profesor przedstawił nam regulamin pracy na tych zajęciach, ruszyłyśmy z Tamarą zjeść śniadanie. Na stołówce uczniowie spisywali zadania, pili kakao, herbatę lub mleko, czytali coś, albo po prostu rozmawiali ze sobą. Zajęłyśmy miejsce przy stole w spokojnym kącie przy oknie. Wyjęłam z torby śniadaniówkę, z której natomiast wyciągnęłam kanapkę z szynką i sałatą. Z tego co zauważyłam w kanapce przyjaciółki znajdowało się coś czerwonego, pomarańczowego, zielonego i białego. Ona to ma wymagania.
   Uśmiechnęłam się na samą myśl o niej, robiącej sobie rano śniadanie.
   - Z czego się śmiejesz? - w pierwszej chwili zdawało mi się, że są to słowa wypowiedziane przez Tamarę, jednak ona nie poruszała ustami. Ponad jej głową dostrzegłam na końcu stołówki patrzącego na mnie z kpiącą miną Niall'a. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczął mnie zaczepiać.
   Lekko osunęłam się na krześle, bym nie musiała go widzieć. Tamara dostrzegła mój niepokój błyskawicznie.
   - Co jest? - spytała szeptem.
   - Horan. - Przełknęłam ślinę. Moją twarz rozjaśnił sztuczny uśmiech. - Co mamy teraz?
   - Chemię.
   - No i kolejny regulamin? - prychnęłam. - O Boże... - wyszeptałam, a moje oczy zapewne przyjęły kształt spodków.
   Niall Horan zmierzał w naszym kierunku. Delikatnie puknęłam przyjaciółkę butem w nogę i ruchem głowy wskazałam na niego. Spojrzała dyskretnie w tył, a gdy ponownie się odwróciła jej usta przypominały dużą literę ,,O".
   - Idziemy - zakomunikowała.
   Wepchnęłam resztki kanapki do ust, wzięłam torbę i mijając go wyszłyśmy ze stołówki. Chyba nigdy nie zapomnę jego zaskoczonej miny. Przy drzwiach jeszcze się odwróciłyśmy i z pogardą na niego spojrzałyśmy. Ruszyłyśmy pod klasę chemiczną. Usiadłyśmy na ławce.
   - Jak się z tym czujesz? - spytała nagle.
   - Z czym? - spojrzałam na nią pytająco.
   - Z tym, że mimo, że coś do niego czujesz, to musisz się do niego odnosić wrednie i oschle, by nie wziął cię za jakąś... Hm... nie wiem jak to ująć.
   - Rozumiem - uśmiechnęłam się kwaśno. - Czuję się z tym strasznie i chce mi się ryczeć i krzyczeć. Mam ochotę się wyżyć! - oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy.
   Rozbrzmiał szkolny dzwonek. Wstałyśmy i podeszłyśmy do drzwi, a do nas dołączyła reszta naszej klasy. Jak się nieszczęśliwie złożyło, klasa Niall'a miała lekcje obok nas, w klasie biologicznej. Gdy mnie zobaczył zmierzył mnie od stóp do głów i gdy wreszcie spojrzał mi w oczy uśmiechnął się smutno. Aż mi się zrobiło zimno w okolicach serca.

~ * ~

   Po powrocie do domu od razu włączyłam telefon. Jedno nieodebrane połączenie i wiadomość. Oba niestety od niego. Treść wiadomości nie była zbyt skomplikowana:
   "Wiem, że nie chciałem wyjaśnień, ale po co się wpierdalasz w moje życie?!"
   Wystukałam na klawiaturze krótką odpowiedź:
   "Ogarnij. To ty mnie się ciągle czepiasz, więc ja to odwzajemniam."
   Naprawdę strasznie nie chciałam taka być, ale nie wiedziałam co innego powinnam zrobić. Przecież go nie będę przepraszała, bo to Louis zawinił. To on zaczął! To jego wina! Z jakiej racji ja muszę ucierpieć?!
   Wtuliłam twarz w poduszkę. Nie musiałam się do niczego zmuszać, bo łzy tak po prostu zaczęły płynąć. Byłam niezwykle wściekła na Louis'a. Na pewno on powiedział o naszym pocałunku Niall'owi. Tyle, że ten pocałunek nie miał w sobie żadnych uczuć. Przynajmniej moich. To nie moja wina, że Louis coś do mnie poczuł. A może jednak nie? Może oni po prostu chcieli mnie sprawdzić? I wyszło jak wyszło.
   Godzinę później zdecydowałam się wybrać numer szatyna. Po czterech sygnałach byłam gotowa się rozłączyć, ale wtedy odebrał.
   - Halo? - usłyszałam w słuchawce jego głos.
   Serce od razu zabiło mi mocniej. Zacisnęłam wolną dłoń w pięść.
   - Tu Sophie. Masz mi coś do powiedzenia? - wychrypiałam.
   - Nie rozumiem - odrzekł i miałam wrażenie, że kręci głową. - Coś się stało?
   - Niall się dowiedział - wyszeptałam, a obraz mi się zamazał przez napływające łzy.
   - Przykro mi - powiedział cicho. Przykro ci? To nie trzeba było mnie całować, do cholery! - Chcesz się spotkać i wszystko obgadać?
   Kusząca propozycja. Będę mu mogła wszystko wygarnąć nie zważając na nic. Byłam strasznie zdenerwowana.
   - Okej. Gdzie i o której?
   - Kawiarnia w centrum za pół godziny?
   - Jasne. Cześć - syknęłam do słuchawki i szybko się rozłączyłam.
   Poprawiłam makijaż i wyszłam z domu. Do centrum miałam spory kawałek, ale na miejscu powinnam się zjawić na czas. Wetknęłam do uszu słuchawki i już po chwili usłyszałam pierwsze słowa rockowego utworu. Po ponad kwadransie dotarłam do kawiarni. Zamówiłam cappuccino orzechowe i kawałek sernika. Miałam jeszcze całe piętnaście minut, żeby wszystko przemyśleć. Gdy Louis wreszcie się zjawił mój talerzyk już dawno był pusty, a w kubku zostały tylko resztki zimnego już napoju.
   - Cześć - przywitał się. - Co słychać? - uśmiechnął się szeroko.
   - Do rzeczy, Tomlinson - warknęłam. - Zamów coś i pogadamy.
   Bez słowa ruszył do lady. Zamówił dwie herbaty. Gdy ponownie usiadł przy stoliku jedną z nich podsunął mi.
   - Na poprawę nastroju. Uśmiechnij się, mała!
   - Nie mów do mnie mała, ok? - syknęłam. - Przejdźmy do rzeczy.
   - Mhm - mruknął niechętnie. - Jak się dowiedział?
   - Ha ha! - zaśmiałam się sztucznie. - Dziwne, bo o to samo chciałam zapytać ciebie.
   Uniósł brwi upijając jeden łyk herbaty.
   - Mnie? Dlaczego?
   - Tak. Ja milczałam jak grób. Nie jestem na tyle głupia, żeby mu o tym mówić, przecież! Powiedziałam tylko Tamarze, a ona z Niall'em, ani z żadnym chłopakiem z zespołu nie ma kontaktu. Więc...?
   - Ja też nie wiem.
   Jak mógł tak bezczelnie kłamać? Wiedziałam, że to jego sprawka.
   - Nie kłam, proszę - powiedziałam. - Wiem, że wina leży po twojej stronie.
   - Co mnie obwiniasz?! - naskoczył na mnie. - Skąd mam mieć pewność, że nie kłamiesz?! Ja nic nie powiedziałem! Nie jestem głupi!
   - Jak nie ty, to kto?
   Przysunął się bliżej, nachylając się nad stolikiem.
   - A skąd wiesz, że nikt nas nie widział? - zapytał.
   Wzruszyłam ramionami.
   - Właśnie. - Powiedział i natychmiast znów się odsunął. - Jeżeli chcesz mogę porozmawiać z Niall'em i mu wszystko wytłumaczyć, bo to on jest tym chłopakiem z zespołu, do którego coś czujesz, prawda?
   - No... Jakbyś mógł mu wytłumaczyć i on by zrozumiał, że jestem bez winy to byłabym bardzo wdzięczna.
   - No więc okej. Z góry bardzo cię przepraszam.
   Skinęłam głową.
   - Dzięki. Ja muszę lecieć już, okej? - dopiłam herbatę do końca.
   - Nie ma za co. To cześć!
   Wybiegłam z kawiarni. Udało mi się. Dobrze, że Louis nie jest chamem i nie zostawił mnie na lodzie. Tak strasznie się cieszyłam, że zaoferował mi pomoc. W sumie to on zawinił, całując mnie, ale i tak ogromnie się cieszyłam.

1 komentarz: